Wspinaczka na górę (6 VIII)
Treść dzisiejszej ewangelii przenosi nas do podnóża niezwykłej góry. Na szczyt wspinają się cztery osoby. Na przedzie kroczy Mistrz z Nazaretu. Jezus wychodzi na górę, aby się modlić. Często tak czynił, ale tym razem nie idzie sam. Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, chciał, by właśnie oni towarzyszyli Mu podczas wspinaczki.
Przemienienie Pańskie • 6 VIII
2P 1,16-19; Łk 9,28b-36
Treść dzisiejszej ewangelii przenosi nas do podnóża niezwykłej góry. Na szczyt wspinają się cztery osoby. Na przedzie kroczy Mistrz z Nazaretu. Jezus wychodzi na górę, aby się modlić. Często tak czynił, ale tym razem nie idzie sam. Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, chciał, by właśnie oni towarzyszyli Mu podczas wspinaczki. Zapewne droga była mecząca, skoro całą trójkę zmorzył sen. A Jezus przemieniony podczas modlitw, promieniejący niezwykłym światłem bijącym od lśniąco białych szat, rozmawia z Eliaszem i Mojżeszem. Ile z tego słyszeli i ile zrozumieli apostołowie?
Święty Łukasz zdradza nam temat rozmowy – mowa jest o odejściu, jakiego miał dokonać Jezus w Jerozolimie. Wolno nam wyobrazić sobie moment przebudzenia uczniów: nie potrafią jeszcze rozgraniczyć snu od rzeczywistości, zdumieni przecierają zaspane oczy. Niezwykli rozmówcy odchodzą, a Piotr, ulegając urokowi i niezwykłości chwili, wyznaje: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy”, i jakby chcąc zatrzymać na dłużej, na trwałe to, czego doznawali, dodaje: „Postawimy trzy namioty”, nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować.
Obłok, który zakrył górę, przerwał plany Piotra. Zalęknieni uczniowie usłyszeli głos. Czy zrozumieli? „To jest mój Syn wybrany, jego słuchajcie”. Zaledwie padły słowa z obłoku, Jezus był sam. Wszystko znów było zwyczajne. Uczniowie milczeli o tym, czego doświadczyli.
Nadszedł wkrótce moment, w którym „Pan wywyższony zakrólował nad ziemią” z wysokości krzyża. A oni uciekli, rozproszyli się, bo nie zrozumieli, że podstawą Jego tronu jest sprawiedliwość i prawo. Nie dostrzegli Jego chwały, choć góry przed obliczem Pana pękały, a wokół był obłok i ciemność. Tylko Jan trwał razem z Matką. Tylko On otworzył serce na Tajemnicę miłości.
Mijają wieki, tyle się zmienia, świat już nie jest taki sam jak wtedy. Ludzie też się zmienili. Nie chcą podejmować trudu wspinaczki, zresztą są wyciągi i kolejki, aby było łatwo szybko i przyjemnie. Nie ma już chętnych na kroczenie za Tobą, a jeśli już się znajdą, to jest ich niewielu
Panie, a co ze mną? Wchodzę z Tobą na Górę Przemienienia każdej niedzieli, a może częściej. Mówią mi, że to „szczyt, centrum życia chrześcijańskiego”, ale ja ciągle jestem znużony. Więc nie miej mi za złe, Panie, że tylko czasem ocknę się z mojego snu. Wybacz mi, że nie rozumiem, o czym mówi Mojżesz i Eliasz, zresztą i tak nie mam głowy do rozważania, bo jestem zajęty budowaniem moich namiotów. Sam rozumiesz, Jezu, jakie trudne dziś życie. Jest kryzys i trudno mi odróżnić wymyślone mity o nowoczesności, modzie i drodze do sukcesu, o promocjach, bonusach, premiach, od słów z obłoku, Twojego obłoku.
Tylko Twoja moc może mnie przemienić. Tak naprawdę tęsknię do słów Twoich proroków i do blasku prawdy, i do porannej gwiazdy. Zabierz mnie na Twą świętą górę i naucz słuchać głosu z nieba. Dotknij mnie swoim słowem, spojrzeniem pełnym miłosierdzia, skrusz zagubione serce i zaprowadź do tronu Twego przebaczenia. Niech szczerze podjęta pokuta pozwoli mi posilić się Tobą. Przemień mnie w siebie, bym stał się dla innych chlebem, tak jak Ty jesteś nim dla mnie w każdej Eucharystii, każdego dnia.
Niech wspinaczka na Twą eucharystyczną Górę Przemienienia otwiera moje serca na słowa Twego Ojca. I na wołanie braci. Umocnij mnie Twą obecnością i nauczaniem świadków Twej wielkości, bym wytrwał przy Tobie aż do porannej gwiazdy, nie lękając się burzy i trudów wspinaczki.
autor: s. Rafaela Płudowska
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






