W numerze
 
lipiec/sierpień 2006 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE »

Homilie pogrzebowe

Drukuj

Zmienia się, ale się nie kończy

ks. Piotr Winkler

2 Kor 5,1.6-10

“Życie Twych wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Te słowa, wyjęte z prefacji mszy św. za zmarłych, napawają nadzieją. Jakież dają pokrzepienie nam ludziom wia­ry, którzy ufamy, że linia naszego życia, w chwili śmierci, być może nieco zmienia kierunek, ale przecież biegnie dalej – w inne wspanialsze życie. “Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek do­czesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wie­cznie trwały w niebie” – zapewnia św. Paweł (2 Kor 5,1).

Genua – stare włoskie miasto – jest znana m.in. ze starego, prze­pięknego cmentarza Campo Santo. W centrum wznosi się trzypiętrowa budowla. Mieszczą się w niej długie ko­rytarze, wysoko sklepione pokoje, a przy ścianach, w długich rzędach, stoją marmurowe pomniki. Na jednym ze stopni schodów można zauważyć postać kobiecą wpatrującą się w lekko uchylone drzwi, za którymi zniknął ktoś drogi jej sercu. Inna trzyma ręce nad ocza­mi, jakby chciała wypatrzyć kogoś, kto jest już daleko. Te rzeźby wyrażają głęboki sens ludzkie­go istnienia. Aby znaleźć się po drugiej stro­nie życia, wystarczy tylko szerzej otworzyć drzwi i przekroczyć próg. To tak niewiele.

“Życie Twych wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Wszystko, co nas otacza podlega nieustannym zmianom, przemienia się. Nie ma żywej komórki, która by nie obumierała, aby dać miejsce nowemu życiu. Taki jest nasz świat. Taki jest również człowiek. Jego życie zmienia się, ale trwa wiecznie. Na szczęście każdy z nas ma pewien wpływ na to, jakie będzie to przy­szłe życie. Wielu z nas, w swym ziemskim życiu wierzy Chrystusowi. Żyje w Nim i z Nim. Człowiek wierny Jezusowi żyje pełnią życia również po swej śmierci. Poza jej progiem, nie przestaje być takim, jakim był tu na ziemi. Jeśli jesteśmy blisko Chrystusa, świadczymy o Nim, pomagamy Mu zaistnieć w innych, wówczas możemy liczyć na Jego wzajemność w miłości, również po śmierci. Jeżeli swoje zdolności wykorzystujemy, by inni mogli być bli­żej Chrystusa, On sam okaże nam swą wdzięczność. Myślę, że niejeden zmarły, gdyby mógł do nas przemówić, powiedział­by, że warto żyć z Chrystusem, Jemu służyć, kochać Go całym sercem. Bowiem nagroda za wierność jest nieoceniona. “Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczyn­ki dokonane w ciele, złe lub dobre” – to znowu św. Paweł (2 Kor 5,10). Dla nas żywych takie słowa są mądrością, prze­strogą. On – Chrystus będzie przecież kiedyś również naszym sędzią. Jeśli staramy się być blisko Niego – Jego sąd będzie łagodny, jeśli dziś jesteśmy daleko – kiedyś On sam będzie dla nas sędzią sprawiedliwym. “Przeminie ten świat, by jeszcze piękniej­szy został wzbudzony” – pisał św. Cyryl. “Prze­stanie istnieć to niebo i ta ziemia skoro zacznie istnieć nowe niebo i nowa ziemia” – dodaje św. Augustyn. To słowa nadziei, ale również słowa ostrzeżenia rodzące odpowiedzialność za swoje życie. Żyjmy tak, czyńmy wszystko, by Chrystus stał się kiedyś naszą nagrodą.

Połowa smutku

ks. Andrzej Ziółkowski CM

Mdr 4,7-15; Mt 25,1-13

Jakie to jest ważne mieć przy sobie przyjaciela. Powiadają, że “przyjaciel to ten, kto wie o tobie wszystko i nadal cię kocha”. Przyjacielem najlepszym jest matka, ojciec, rodzeństwo. Czasami dzieje się i tak, że wciąż szukamy w życiu kogoś, z kim będziemy mogli współodczuwać to wszystko, co niesie życie. Przyjaciel jest skarbem, którego nie wolno utracić. A ponieważ nasze życie ziemskie podlega prawu zniszczenia, dlatego wpatrujemy się ku niebu, dokąd wznosi się nasza myśl o życiu wiecznym.

Mądrość życiowa powiada: “Gdy dzielisz się radością, to ją pomnażasz; gdy dzielisz się smutkiem, to go pomniejszasz”. Trzeba też dodać, że najchętniej dzielimy się wszelkimi wiadomościami z tymi, którzy nas kochają. W czasie tej liturgii dzielimy się smutkiem, bólem, cierpieniem z powodu odejścia kogoś bliskiego. Gdy odchodzi od nas bliska osoba, wtedy trudno jest znaleźć miejsce dla siebie. Czujemy, że świat zmienił się, jest już inny, bo tej jednej osoby brakuje, nie ma jej wśród nas. Gdy odchodzi ktoś młody, przed którym było życie – wtedy chwieje się nasze dotychczasowe rozumowanie, wartościowanie. Zatrzymujemy się – choć na chwilę. Za chwilę pójdziemy dalej, do swoich spraw, zajęć, myśli, pragnień. Dlatego zatrzymajmy się, choć na chwilę refleksji, aby nie uciekło nam coś bardzo ważnego. Jest nim życie, choć krótkie, świętej pamięci naszego zmarłego brata (zmarłej siostry).

Czy życie tych, którzy przed nami odeszli i oczekują na spotkanie z Chrystusem, jest dla nas wskazówką na nasze dalsze pielgrzymowanie? Niezmiernie trudne pytanie. Między innymi dlatego, że życie po śmierci zakryte jest przed nami. Zasłona tego, co dzieje się z człowiekiem po śmierci, zakrywać będzie nasze umysły do tego momentu, aż Chrystus przyjdzie po raz wtóry. Jednakże dzisiejsza Ewangelia pozwala nam w pewnym sensie odkryć sens czyjegoś życia, trudu, cierpienia, radości.

Obraz panien roztropnych i nierozsądnych jest zbyt wymowny, aby go nie rozumieć. Nie nam sądzić jednak o roztropności lub jej braku. Jest to tajemnica Stwórcy, gdy powołuje stworzenie do siebie.

Dzisiaj zatapiamy się w modlitwie, skupieniu, refleksji. Dzielimy się smutkiem, który zmniejsza się. Otulamy się wszyscy płaszczem Bożego miłosierdzia. Bóg wziął do siebie naszego zmarłego brata (siostrę). Jego lampa świeci w ciemnościach, gdyż Oblubieniec nadszedł.

“Mam dwoje wspaniałych przyjaciół. Są nimi moi rodzice. Wydaje mi się, że nikt mnie taki nie rozumie, jak oni. Wprawdzie ostatnio coraz częściej są między nami jakieś sprzeczki, kłótnie, ale wiem, że minie mi ten dziwny wiek dojrzewania. Tato śmieje się i mówi, że czeka, aż wyrosnę z tego “cielęcego” wieku. Koleżanki, koledzy… to coś innego, to inny rodzaj przyjaźni. Jakie to szczęście, że mama i tato są moimi przyjaciółmi. Bez nich nie wiem, jakby potoczyło się moje życie” (z rozmowy z uczennicą pierwszej klasy szkoły średniej).

Dbajmy o naszych przyjaciół, tak, aby ich i nasze lampy nie zgasły, gdy Pan przyjdzie. Chrześcijanin jest człowiekiem Ewangelii. Wypełniajmy zadania, jakie dał nam Pan tak, aby zastał nas czuwających i pełnych dobrych uczynków. Modlitwa w intencji zmarłego jest nie tylko ukojeniem w smutku, uciszeniem serca, ale przede wszystkim jest pomocą dla duszy naszego zmarłego Przyjaciela.