W numerze
 
marzec/kwiecień 2006 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE »

Inspiracje - doświadczenia

Drukuj

GRZECH NASZ WSPÓŁCZESNY

Notki z medialnych dyskusji: Nie grzeszymy bardziej i częściej niż nasi przodkowie. Problem w tym, że wielu z nas nie do końca wie, co jest grzechem, co nie. Nowoczesność wodzi nas na pokuszenie i pozwala grzeszyć na nowe sposoby.

“Bóg nie milczy, ale przemawia do nas poprzez kataklizmy” – Bałbym się metody straszenia, którą już przećwiczyliśmy w danych wiekach… Oczywiście znaki czasu bywają różne…

Nic nowego w kwestii grzechu się nie dzieje ponad to, co mamy opisane na kartach Księgi Rodzaju. Człowiek jest wciąż rozdarty pomiędzy zaufaniem do tego, co jest prawdą, co jest realnością, a ułudą, czymś wykombinowanym. Prawda wymaga od człowieka trudu, poświęcenia, przebaczenia i miłości. A to często człowieka nie interesuje.

To, że nie zmienia się istota grzechu, nie oznacza, że nie zmieniają się konkretne sposoby grzeszenia: z telefonu pracodawcy dzwoni się na infolinię do nieprzyzwoitej agencji, wyłudza świadczenia zdrowotne, flirtuje za pomocą SMS-a i e-maila, prowadzi samochód po pijaku, za szybko… Korupcja uważana jest powszechnie za zło, jednak niewielu wiernych wyznaje ten grzech.

Choć grzechy się nie zmieniają, to zmianie ulega ich kulturowy kontekst. Współczesność odrzucając to, co trudne i skomplikowane, oraz to, co ogranicza, wyrzuca na margines także grzech. Wszystko jest względne, człowiek traci rozeznanie, co jest dobre, a co złe. Banalizacja zła! Grzechem staje się już to, że ktoś w piątek zjadł skwarkę, i tak samo jest nim to, że ktoś zamordował człowieka. Wszystko jest wrzucane do jednego worka.

Jednak mimo licznych problemów z grzechem, Polacy nadal zachowują jego świadomość. Świadczą o tym chociażby kolejki do konfesjonału. Prawie 80 proc. katolików przynajmniej raz w roku się spowiada. Ale ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. Często grzesząc, czujemy się wspaniale, spowiadając się, równie często jesteśmy żałośni: przy konfesjonale chcielibyśmy uchodzić za nie całkiem poczytalnych. Ale i to nie jest nowość. W końcu nie na darmo już do pierwszych chrześcijan apostoł Jan pisał: “Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to sami siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8).

ŚWIADKOWIE WIARY – I MY…

Postanowiono spisać opinie o ludziach godnych podziwu – według podsuniętych pytań… “Każdy świadek żywej wiary, poprzez styl swego życia, przez doskonałe zjednoczenie z Chrystusem, pozostawił nam jakiś wzór życia chrześcijańskiego – przedmiot podziwu i naśladowania” (Wskazania dotyczące świadków wiary z Archidiecezji Poznańskiej). Przypomniano wskazanie Jana Pawła II: “Za szczególną powinność naszego pokolenia w Kościele uważam zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie za Chrystusa. Nasz wiek, nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba je zbadać, trzeba je stwierdzić, trzeba je spisać. Tak jak spisały martyrologię pierwsze wieki Kościoła i to jest do dzisiaj naszą siłą”.

Rzeczywiście, podziw i inspiracja dla nas. “Należy zebrać wstępne informacje dotyczące życia i sylwetki duchowej świadka wiary”. On zaś prowokuje, by podobne pytania postawić sobie samemu – “sprawdzić” swój życiorys: najważniejsze wydarzenia z życia, droga do życia rodzinnego lub samotnego, praca, choroby, zaangażowanie, cechy osobowosci ludzkiej i chrześcijańskiej, postawa duchowa w trudnych warunkach życia, rozwój wiary w różnych okresach życia, życie sakramentalne, modlitwa, praktyka cnoty wiary, nadziei, miłości w różnych okolicznosciach życia, rozumienie i wypełnianie woli Bożej, relacje z bliźnimi, z osobami nieprzyjaznymi, obowiązki małżeńskie czy społeczne, męstwo, umartwienia, stosunek do dóbr materialnych, cnoty, grzechy…

Ależ do zwykły rachunek sumienia!? – Tak, tylko jak podsumowany…

O STARSZYCH BRACIACH W WIERZE

Co o nich wiemy? Ożywa dialog. Przecież żyli wśród nas – młodsze pokolenie zaczyna się interesować wspólną historią… “Jeszcze ważniejsza jest potrzeba poznania w Kościele powszechnym teologii judaizmu” (abp Stanisław Gądecki). Znaczącym etapem było seminarium naukowe grona polskich księży w Spertus College of Judaica – Chicago w 1989 roku (zob. Dzieci jednego Boga, Warszawa 1991), a trudno mi nie wspomnieć, że wtedy zauroczyłem się teologią i osobowością zmarłego w 1972 roku Abrahama Joshua Heschela. Ostatnio ks. Tomasz Jaklewicz (“Gość Niedzielny” z 17 stycznia 2006) pisze o nim po lekturze szeregu polskich publikacji:

“Rabin Abraham z Warszawy reprezentował wszystko, co najlepsze z duchowej tradycji Izraela. Był prorokiem dialogu między judaizmem i chrześcijaństwem. Sławę zdobył w USA, ale jego duchową ojczyzną był przedwojenny świat polskich Żydów. (…) Jego wpływ na teologię Soboru Watykańskiego II dotyczącą wielkich religii świata był bardzo silny. Spotkał się z Janem XXIII i Pawłem VI. Prowadził konsultacje z kardynałami Beą i Willebrandsem. Przyczynił się do sformułowania soborowej deklaracji Nostra aetate, która w sposób nowatorski określała relacje łączące Kościół z ludem Starego Przymierza”.

Kto z nas wie o jego “polskich” korzeniach? – Ksiądz Jaklewicz przypomina, że urodził się 11 stycznia 1907 roku w Warszawie. Rodzice pochodzili z rodów rabinicznych o długiej tradycji chasydzkiej. Od młodości studiował literaturę biblijną i rabiniczną. Wkrótce jednak żydowski świat zaczął mu się wydawać za mały. Rozpoczął naukę w gimnazjum w Wilnie. Tam odkrył swój talent literacki, opublikował pierwszy zbiór poematów w jidisz.

Jesienią 1927 roku opuścił Polskę, aby podjąć wyższe studia w Berlinie. Swoją rozprawę pt. “Proroctwo” wydał po niemiecku dzięki finansowej pomocy z Polski. “Czego nauczyłem się od proroków? Tego, że muszę być zaangażowany w sprawy ludzkie, w sprawy cierpiącej ludzkości” – wyznał po latach.

Sytuacja w nazistowskich Niemczech stawała się z dnia na dzień coraz bardziej niebezpieczna dla żydowskiego intelektualisty z polskim obywatelstwem. W październiku 1938 roku Heschel został aresztowany przez gestapo i deportowany do Polski. Po powrocie do Warszawy przez dziesięć miesięcy uczył filozofii i biblistyki w tutejszym Instytucie Studiów Żydowskich. W kwietniu 1939 roku Heschel otrzymał zaproszenie do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał podjąć pracę w jednej z żydowskich uczelni.

Autor słusznie zauważą, że “lektura Heschela jest dla chrześcijanina ożywczym zastrzykiem mądrości starszych braci w wierze. Jego myśli, mające często postać aforyzmów, inspirują, pobudzają, momentami niepokoją. Zawsze jednak kierują człowieka w stronę głębszego nurtu życia, do jego źródła. Jest w nich prawdziwie prorocka siła. Moc świętości, siła duszy żyjącej w bliskości Boga.

To Bóg poszukuje człowieka i potrzebuje go. Ta myśl powraca nieustannie. «Najistotniejsza w przesłaniu proroków nie jest myśl o obecności Boga dla ludzi, ale o obecności człowieka dla Boga». Zdaniem Heschela, Biblia nie jest księgą człowieka o Bogu, ale raczej księgą Boga o człowieku. Jej głównym przesłaniem jest głęboka troska Boga o człowieka, Jego współczucie. Bóg jest poruszony ludzkim cierpieniem i angażuje się w sprawy człowieka. Takie rozumienie zmienia całą sędziwą tradycję żydowskiej i chrześcijańskiej teologii, która bazowała na klasycznej metafizyce. (…)

Największym problemem człowieka jest relacja z Bogiem. Odpowiedzią na zło powinna być świętość, czyli wyższy poziom ludzkiej egzystencji, świadomość, że nie jesteśmy sami. Nasza zdolność do pokonywania zła pochodzi bowiem z mocy miłości i świętości danej nam przez Boga. «Życie jest partnerstwem Boga i człowieka (…). Bóg jest partnerem i stronnikiem ludzkiej walki o sprawiedliwość, pokój, miłość i piękno, i właśnie dlatego, że potrzebował człowieka, wszedł z nim w przymierze po wsze czasy (…). Marzeniem Boga jest nie być samotnym i uczynić ludzkość partnerem w dziele ciągłego stwarzania. Cokolwiek czynimy, przyczyniamy się w ten sposób do dzieła odkupienia lub stajemy mu na przeszkodzie; ograniczamy moc zła lub ją potęgujemy»”.

Ostatnio Jacobo Israel Garzón, przewodniczący Wspólnoty Hiszpańskich Żydów, w wywiadzie dla “El Pais” ciekawie podsumował prorocze przesłanie judaizmu akcentując rolę wolnej woli człowieka. Wyznał między innymi, że judaizm jest religią mało widowiskową: nie prowadził krucjat, nie nawracał, nie kazał umierać Bogu za grzechy ludzi. Ale z drugiej strony właśnie żydzi stworzyli system religijny, w którym człowiek jest naprawdę wielki. Dzięki wolnej woli ludzie ulepszają świat i mogą w przyszłości doprowadzić do idealnej harmonii na Ziemi. Ale wolno im również zniszczyć zarówno świat, jak i samych siebie.

Dlaczego Bóg godzi się na istnienie ludzi niewierzących? – Bóg dał ludziom wolną wolę – chciał, abyśmy mogli samodzielnie wybierać. Bez swobody decydowania ludzkość nie stałaby się tym, czym jest dzisiaj. Najwspanialszym przejawem wiary Boga w człowieka wydaje mi się to, że Istota Najwyższa pozwala nam odrzucić swoją naukę. Dla żyda rozważania nad wolną wolą są wyjątkowo bolesne i dramatyczne. Bóg zostawił nam niczym nieograniczoną wolność dokonywania wyborów moralnych.

Bóg dał nam życie i stale nas obserwuje. Jest z nami myślami, nawet jeśli znajduje się tysiące kilometrów stąd. Bóg pozwala człowiekowi być tym, kim chce. Podobnie jak ojciec wychowuje syna, ale nie może sam zdecydować, jak będzie wyglądało jego przyszłe życie.

Religia, tak jak jakakolwiek inna sfera ludzkiego życia, ucierpiała z powodu nadużyć władzy, konfliktów i napięć. Historia ludzi wierzących pełna jest nieszczęść i dramatów. I często się zdarzało, że strażnicy wiary nie zachowywali się tak, jak nakazywałaby im ich funkcja. Obrońcy religii szerzyli nienawiść i mordowali swoich przeciwników. Niestety, w naszych czasach nadal to robią.

Podał ks. Zdzisław G. Grzegorski

NAWRÓCENIE

“Zostaliśmy stworzeni do życia w bliskiej relacji z Bogiem. Bóg kocha nas i pragnie odnowić tę zniszczoną przez grzech relację. Czeka jednak na naszą zgodę, która wyraża się pragnieniem radykalnej zmiany celu życia. Na określenie tej zmiany autorzy Nowego Testamentu używali następujących słów: epistrefo – zawrócić naokoło, do; nawrócić, odwrócić kogoś wokół; tłumaczone jako nawrócić się; metanoeo – poddać się zmianie w obrębie myślenia i uczuć; zmienić zdanie lub cel; zmienić zasady i praktykę; zreformować; wysnute ze słowa meta oddającego ideę odmiany, oraz noeo – myśleć, rozumieć, pojmować. Rzeczownikowa forma od tego czasownika: metanoia – zmiana umysłu lub sposobu myślenia oraz uczuć. Tłumaczone także na nawrócić się, a w zdaniach, w których występuje już słowo epistrefo, na pokutować. W Biblii Brytyjskiej tłumaczone na opamiętać się lub pokutować. Prawdziwe, szczere nawrócenie zawsze poprzedza prawdziwą wiarę. Często głosi się dzisiaj “tylko uwierz”, pomijając element nawrócenia. U jednych taka nauka powoduje rozczarowanie, u innych zwiedzenie. Na drogę wiary zawsze wracamy przez nawrócenie” (zob. słowniczek wyrazów używanych – www.wiatr.media.pl).

OCHRONA ŻYCIA

“Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia” (Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej art.38). “Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby” (Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ Artykuł 3).

ZGRZESZYŁEM

W tym wyznaniu Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie akcent powinien padać na słowo: “Ojcze”. Spowiedź jest procesem, który nie ogranicza się tylko do krótkiego spotkania w konfesjonale. Zaczyna się już wtedy, kiedy człowiek odkryje, że jest mu źle z jego grzechami (...). Wyznanie grzechów nie powinno być ani samooskarżeniem, ani samousprawiedliwieniem wobec przedstawiciela Kościoła. Wyznanie grzechów powinno być powierzeniem się komuś (zob. www.opoka.org.pl).

CZYMŻE JA JESTEM

Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem?

– Prochem i niczem; Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał, Ja, proch, będę z Panem gadał.

(Adam Mickiewicz, Dziady, Część III, akt I, scena 5)

Podał Kalikst Nagel

ROCZNICA ŚMIERCI JANA PAWŁA II

Nasz Papież – wiemy o tym wszyscy – nigdy nie chciał zachować własnego życia, mieć go dla siebie; chciał dać siebie samego bez ograniczeń, aż do ostatniej chwili, za Chrystusa i w ten sposób także za nas. Właśnie w ten sposób mógł doświadczyć, jak to wszystko, co złożył w ręce Pana, powróciło na nowo: miłość do słowa, do poezji, literatury stała się zasadniczą częścią jego posłannictwa duszpasterskiego i nadała nową świeżość, nową aktualność i nową siłę przyciągającą głoszeniu Ewangelii, nawet wtedy, gdy jest to znakiem sprzeciwu (kard. Joseph Ratzinger, homilia podczas pogrzebu Jana Pawła II).

NIE LĘKAJCIE SIĘ!

Powracam myślą do 22 października 1978 roku, kiedy to papież Jan Paweł II rozpoczynał swoją posługę tu, na Placu świętego Piotra. Wciąż na nowo brzmią mi w uszach jego słowa: nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Papież przemawiał do możnych tego świata, którzy obawiali się, że Chrystus mógłby zabrać im coś z ich władzy, gdyby dali Mu wejść i pozwolili na wolność wiary. Owszem, On z pewnością coś by im zabrał: władzę korupcji, naginania prawa, samowoli. Ale nie zabrałby niczego, co dotyczy wolności człowieka, jego godności, budowania sprawiedliwego społeczeństwa. Papież mówił ponadto do wszystkich ludzi, zwłaszcza młodych. Czyż my wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia. Czyż nie boimy się przypadkiem zrezygnować z czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni życie tak pięknym? Czyż nie boimy się ryzyka niedostatku i pozbawienia wolności? Jeszcze raz papież pragnie powiedzieć: nie! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim (Benedykt XVI, homilia podczas inauguracji pontyfikatu).

UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEGO WOJCIECHA

U progu trzeciego tysiąclecia świadectwo św. Wojciecha jest wciąż obecne w Kościele i wciąż wydaje owoce. Winniśmy jego dzieło ewangelizacji podjąć z nową mocą. Tym, którzy zapomnieli o Chrystusie i Jego nauce, pomóżmy odkryć Go na nowo. Stanie się tak wtedy, kiedy zastępy wiernych świadków Ewangelii znów zaczną przemierzać nasz kontynent; gdy dzieła architektury, literatury i sztuki będą w sposób porywający dla współczesnego człowieka ukazywać Tego, który jest “wczoraj, dziś, ten sam na wieki”; gdy w sprawowanej przez Kościół liturgii ujrzą piękno oddawania Bogu chwały; gdy dostrzegą w naszym życiu świadectwo chrześcijańskiej miłości, miłosierdzia i świętości.

Umiłowani bracia i siostry, w jak niezwykłej godzinie dziejów przyszło nam żyć! Jak ważkie zadania powierzył nam Chrystus! On wzywa każdego z nas, abyśmy przygotowywali nową wiosnę Kościoła. Chce, aby Kościół – ten sam, co w czasach apostolskich i w czasach św. Wojciecha – wkroczył w nowe tysiąclecie pełen świeżości, rozkwitającego nowego życia i rozmachu ewangelicznego (Jan Paweł II, Homilia podczas mszy świętej w Gnieźnie, 3 czerwca 1997).

DUCHOWA JEDNOŚĆ EUROPY

Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru, tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent – mur, który przebiega przez ludzkie serca? Jest on zbudowany z lęku i agresji, z braku zrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu i innym kolorze skóry, przekonaniach religijnych, jest on zbudowany z egoizmu politycznego i gospodarczego oraz z osłabienia wrażliwości na wartość życia ludzkiego i godność każdego człowieka. Nawet niewątpliwe osiągnięcia ostatniego okresu na polu gospodarczym, politycznym, społecznym nie przesłaniają istnienia tego muru. Jego cień kładzie się na całej Europie. Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jeszcze jest daleka. Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo, ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój dziejów ludów i narodów. Nie jest to zawłaszczanie historii. Jest bowiem historia Europy wielką rzeką, do której wpadają rozliczne dopływy i strumienie, a różnorodność tworzących ją tradycji i kultur jest jej wielkim bogactwem. Zrąb tożsamości europejskiej jest zbudowany na chrześcijaństwie. A obecny brak jej duchowej jedności wynika głównie z kryzysu tej chrześcijańskiej samoświadomości (Jan Paweł II, Homilia podczas mszy świętej w Gnieźnie, 3 czerwca 1997).

Podał ks. Maciej K. Kubiak