W numerze
 
lipiec/sierpień 2007 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE »

Krzysztof, to znaczy niosący Chrystusa (25 VII)

Drukuj

Modlimy się dziś w intencji kierowców, przewodników, podróżujących i pielgrzymów, których patronem jest św. Krzysztof. Pomocy św. Patrona wzywamy także w czasie burzy, zarazy i klęsk wszelakich. Według legendy św. Krzysztof był olbrzymem, który pomagał ludziom, przenosząc ich przez rwący potok. Przeniósł także dzieciątko Jezus. Stąd jego imię Krzysztof, to znaczy „niosący Chrystusa”. My również możemy mieć udział w „niesieniu” Chrystusa, ilekroć pomagamy ludziom przejść już nie tylko przez „rwący potok”, ale przez trudne i nieraz beznadziejne sytuacje życiowe. Założyciel bonifratrów, Jan Boży, niósł na swoich ramionach jakiegoś napotkanego chorego do szpitala i obmywał go. Jakie było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł na ciele chorego blizny Chrystusa. Natomiast przyszło olśnienie i usłyszał wewnętrzny głos Chrystusa, który go zachęcał aby spełniał uczynki miłosierdzia. I tak czynią do dziś bonifratrzy. Rozpoznają blizny Chrystusa w ludziach chorych. Leczą ich ciała, a jeszcze bardziej chore dusze. W pełnym tego słowa znaczeniu „niosą Chrystusa”. My także jesteśmy zobowiązani do uczynków miłosiernych co do ciała i co do duszy. Nikomu nie brakuje okazji. Ile biedy i nędzy moralnej pośród nas. Ile przestępstw na naszych drogach z winy np. pijanych kierowców, łamania przepisów drogowych. Ile rozpraw sądowych, ile złorzeczeń i łez niewinnych ludzi. Ile strat materialnych i moralnych. Czyńmy wszystko, aby widzieć w bliźnim Chrystusa. Jeśli będziemy widzieć Chrystusa w każdym człowieku, to wzajemny szacunek, cierpliwość i opanowanie będą nam towarzyszyć nie tylko na naszych drogach, ale i wszędzie.

 

Wśród popularnych sztuk scenicznych istnieje jedna napisana przez Zofię Kossak-Szczucką pt. Gość oczekiwany. Oto biedny chłop mający chorą żonę i niewidomą od urodzenia córkę przestał płacić czynsz bogatemu młynarzowi. Młynarz grozi wyrzuceniem z chałupki. Biedny chłop znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Nie ma z czego oddać długu. Popada w rozpacz, ale w ostatniej chwili przypomina sobie o figurze Pana Jezusa Miłosiernego stojącej w pobliskim lesie. Biegnie i prosi o ratunek. Chrystus mu przyrzeka, że przyjdzie do niego i biedzie zaradzi. Chłop biegnie do domu, by przygotować przyjęcie. Sprzątają dom, zabijają ostatnią kurę. Zamiast jednak Chrystusa przychodzi żebrak. Przyjmują go i dzieje się cud. Córka odzyskuje wzrok, żona zdrowie, a w skrzyni znajdują złoto. Następnie przychodzi młynarz z wójtem i policją pewny, że wejdzie w posiadanie domu, bo chłop nie odda mu pieniędzy. Jakie jego zdziwienie, gdy chłop oddaje mu pieniądze. A skąd to – zapytał? Przyszedł do nas Chrystus i obdarował nas. Młynarz biegnie teraz i zaprasza Chrystusa do siebie. Jemu także Chrystus obiecuje przyjść zaraz jeszcze przed burzą. Młynarz przygotowuje się uroczyście i wystawnie. Kiedy zagrzmiało zamiast Chrystusa zjawia się sierota i prosi o przyjęcie. Młynarz wściekły wyrzuca ją precz. Nie pomagają błagania. Tymczasem burza szaleje na zewnątrz i wyrządza ogromne szkody, nawet młyn zabrała. Młynarz biegnie zagniewany do figury Chrystusa z wyrzutami, że go tak zawiódł. Ale tu słyszy odpowiedź: – „Filipie, byłem u ciebie, ale mnie nie przyjąłeś”. Młynarz zrozumiał, że pod postacią sieroty był u niego sam Chrystus, ale było już za późno. Tak pod postacią bliźniego zbliża się do nas sam Chrystus i co bliźniemu uczynimy, to Jemu uczynimy. Pamiętajmy, że „kto skąpo sieje, skąpo też i żąć będzie”. Siejmy dobroć za przykładem św. Krzysztofa, byśmy kiedyś usłyszeli od Chrystusa te słowa, które wypowiedział w Kazaniu na górze: „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

 

autor: ks. Kazimierz Siemieński