Odkryć prymat życia duchowego
Uroczystość dzisiejsza dodaje naszej pobożności nowej siły i nowego ognia, żeby z większym jeszcze spokojem mogła wzlatywać swoim szlakiem, który prowadzi do Ojca w niebie. “Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie, radością jest całej ziemi” (Ps. resp). Dziś Pani Jasnogórska budzi w naszych duszach wezwanie, które przychodzi do nas jakby echo trąb niebieskich, z tamtej strony życia, spoza czasu i spoza granic świata naturalnego, wezwanie do odkrycia prymatu życia duchowego, wezwanie do życia nadprzyrodzonego w pełni rozkwitu. Ona zachęca nas usilnie do sprawdzenia, czy droga, którą idzie każdy z nas, prowadzi rzeczywiście w kierunku naszego ostatecznego celu, czy nie trzeba jej wyprostować, żeby ten cel osiągnąć.
Matka Boża woła dziś do nas słowami z pierwszego czytania: “Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie” (Prz 8.22). Woła też za nami: Synu! Już nie wina jak w Kanie, ale pokoju ducha nie mają. Tak wielu zagubiło prymat życia duchowego. Tak wielu odartych z szat łaski uświęcającej. Przyznajmy, że jesteśmy jakby okaleczeni wewnętrznie – brak nam piękna, ładu i harmonii życia. Taka między nami nienawiść, tak łatwo ranimy się słowami. Czy jeszcze jesteśmy chrześcijanami?
A przecież chrześcijanin to ten, który cieszy się pokojem ducha, to ten, któremu przyświeca koncepcja życia, nastawiona na realizację nieśmiertelnego przeznaczenia człowieka i jego odpowiedzialności wobec Boga. Chrześcijanin to ten, który zwłaszcza w niedzielę spotyka się z Panem i Go słucha. W sposób najpełniejszy czyni to poprzez udział we Mszy św., w której Chrystus obdarza nas pokojem i zastanawia dla nas stół Słowa i Chleba życia. Czyż Maryja nie jest nam doskonałym wzorem słuchania Boga, który przemawia do serca człowieka?
Zbyt wielu dziś umiłowało rzeczy doczesne. Aż tak, jak gdyby to były jedyne i najlepsze dobra do zdobycia. Zwycięskie opanowanie otaczającego świata każe im myśleć, że życie jest tutaj, że tutaj kierują się, zbiegają i do tego się ograniczają nasze pragnienia – że tutaj jest kres naszych doświadczeń. I ci, nie są już zdolni do modlitwy, nie potrafią dążyć do rzeczywistości nadprzyrodzonej i kierować nadziei poza granice bezpośredniego doświadczenia. Nie potrafią odkryć prymatu życia duchowego. Drugi brzeg życia wydaje im się nie do przyjęcia. Czy i my do nich należymy?
W dzisiejsze święto trzeba podnieść głowę ku horyzontom innego życia jaśniejącym dziś pełną blasku postacią Maryi – Pani naszej Częstochowskiej. Wsłuchajmy się w Jej wołanie: “Błogosławiony ten, kto mnie słucha… ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana” (Prz 8,28). Ona przypomina nam też słowa św. Pawła z drugiego czytania: pamiętaj, że “nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4,4). Pozwólmy więc naszym duszom wzlecieć ku “górom”, odrywając się w pewnym sensie od ziemi. Starajmy się zrozumieć, że życie ziemskie nie jest celem samo w sobie. Jest ono przeznaczone do życia wiecznego. Pozwólmy Matce Bożej umacniać w nas tę nadzieję. Nadzieję życia przyszłego i zmartwychwstania ciała przeznaczonego tak jak dusza i razem z nią do szczęścia wiecznego.
Opowiadają stare dzieje o Górach Magnesowych, które przyciągały do siebie wszelkie żelazne przedmioty. Człowiek, który posiadał przy sobie jakiś przedmiot z żelaza, chcąc nie chcąc musiał podążać w ich stronę. Ponieważ nie czytamy w żadnej geografii o takich górach, możemy śmiało to opowiadanie włożyć między bajki. Ale przecież istnieje Jasna Góra z cudownym obrazem naszej najlepszej Matki Maryi. I ona wciąż przyciągała i przyciąga serca milionów ludzi. Wielkich i małych, uczonych i prostaczków, świętych i grzeszników. Wszystkich chce obdarzyć siłą ducha, bo wie, że człowiek musi być bardzo mocny duchowo. Po tę siłę spieszyli do Niej nasi ojcowie, praojcowie, ale także współczesne pokolenia tak licznie spieszą na Jasną Górę. Kto był chociaż raz przed Jej obrazem, doświadczył, że tam oddycha się “świeżym, balsamicznym, orzeźwiającym powietrzem”. Nadziemski blask bije od Jej obrazu i roztacza się rozległy widok w daleką przestrzeń, aż po niebo. Czas spędzony przed Jej obrazem tak bardzo sprzyja odkryciu prymatu życia duchowego. Pani Jasnogórska pociąga ku lepszemu, mocniejszemu, radośniejszemu życiu. Kto odczuwa w sobie bodaj iskierkę miłości Bożej, to u stóp Jej tronu, ta iskierka miłości przemienia się w ogień, który oczyszcza, naprowadza, przełamuje zmęczenie i znużenie. Tu zawsze płynie ku nam świeży powiew nowych sił, który pozwoli wstać i iść dalej.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






