styczeń/luty 2008 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE » Godzina święta »

Wyglądali go

Drukuj
Okres Bożego Narodzenia pełen jest radości. To naturalne, bo „Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany”. I nic dziwnego, że w tych dniach większość narzeczonych zawarła związek małżeński; sporo rodziców zdecydowało się na chrzest swojego dziecka. Poszczególne grupy spotykają się na opłatku – szkolnym, parafialnym, studenckim. Można więc powiedzieć, że Jezus jest bliżej nas, a nawet i to, że w tym czasie Jezus jest w nas samych. Bo człowiek radosny łatwiej się otwiera na działanie Bożej łaski. Ale te fakty nie zwalniają nas od „wyglądania za Jezusem”, „wyglądania”, czyli inaczej mówiąc wypatrywania, czy On nadchodzi.
Miało to miejsce nad Jordanem. Jan Chrzciciel udzielał chrztu nawrócenia. On „wypatrywał” Mesajsza, bo wiedział, że Jezus ma rozpocząć swą publiczną działalność. Gdy go ujrzał nie szedł już za Nim, gdy jego rola się wypełniła – wszak miał wyrównać ścieżkę dla Niego, przygotować Mu drogę. Co więcej, pozwala dwóm uczniom, Andrzejowi i Piotrowi pójść za Mesjaszem. Jan usuwa się w cień. Ponieważ wszyscy na mocy chrztu jesteśmy uczniami Jezusa, dlatego mamy „wyglądać” Go, czy już nie idzie, aby wiedzieć, kiedy powstać, aby bramy otworzyć. To jest swego rodzaju obraz przygotowania na czas paruzji, czyli powtórnego przyjścia Pana.
W Kosowie na Białorusi wierni obrządku katolickiego nie pozwolili, aby władze komunistyczne zabrały kościół. Bronili świątyni dniami i nocami. Zamykali się w nim, nie oddawali kluczy, schowali co cenniejsze (według nich) przedmioty kultu. Kościół ocalał dzięki niezłomnej wierze i twardym zasadom katolickiej wiary. Gdy rozpadł się Związek Sowiecki nadeszła upragniona nadzieja. Z pobliskiej Różany dojeżdżał ksiądz misjonarz i odprawiał mszę świętą. To była przeogromna radość. Kościół był pełen wiernych – starszych, młodzieży i dzieci. Ksiądz sprawował liturgię po polsku, bo tak chcieli najstarsi. Pieśni śpiewano po polsku. Było niezwykle uroczyście. Radość dopełniło przyjście na stałe księdza, który został mianowany proboszczem, a władze białoruskie wydały zgodę. Kościół wspólnie odremontowano, pomalowano. Jest jak perełka!
I wtedy stało się coś dziwnego i niepokojącego. Najpierw zmalała liczba młodzieży – nie rozumieli po polsku, a wszystko nadal było w naszym języku, więc przestali przychodzić, bo źle się czuli. Ludzi w średnim pokoleniu można było policzyć na palcach. I chociaż ksiądz proboszcz zaczął odprawiać liturgię w języku białoruskim, to zniknęły dzieci – nieugruntowane w wierze, zachłysnęły się czymś innym, ale – jak to u dzieci bywa – one nie rozumieją, że wiarę trzeba pielęgnować, jak kwiaty, jak warzywa. Poza tym dzieci wyrosły i stały się podrostkami, młodymi dziewczętami i chłopakami i co innego mają w głowie. Zostały tylko starsze panie, którym obojętne jest w jakim języku sprawuje się liturgia. Ale czas robi swoje. Zaczęły wymierać, jedna po drugiej. Taki sam problem przeżywają parafianie obrządku wschodniego. Obecnie na mszy świętej niedzielnej jest około dwudziestu wiernych. Co się stało? Zapewne Jezus „zgubił” się wśród euforii wolności. Trzeba Go na nowo wyglądać i szukać nowych dróg dojścia do Niego. Chyba trzeba poprosić Jana Chrzciciela, aby nauczył kosowskich wiernych, tak katolików, jak i prawosławnych, jak należy „wyglądać” za Jezusem… A może nie z tej strony idzie? A może On jest wśród nich, ale „ukrył się” wśród jeszcze bardziej ubogich, potrzebujących, zniewolonych?
Przykład tego małej białoruskiej parafii jest przykładem, że nie wolno zagubić wiary w wielości instytucjonalnych akcji, działań, planów na przyszłość. Bo Jezus przejdzie obok i… będziemy Go szukać wśród wielości duszpasterskich programów, nawet w perspektywie kilku lub kilkunastu lat. Ale to już będzie inny czas i inni ludzie po nas przyjdą. I zapytają, kto przed nami był? Czym się oni zajmowali? Co się stało, że zagubili wiarę?
 
autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM