W numerze
 
lipiec/sierpień 2007 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE »

Podaj mi swoją dłoń (kazanie rekolekcyjne dla chorych)

Drukuj

Podczas mszy św. z namaszczeniem chorych.

„Boję się iść do syna, bo tam mnie nie kochają. Tak mi przykro, że to mówię… Tyle dzieci mu wychowałam. A teraz na stare lata taka zapłata… Wolę iść do córki, bo w jej rodzinie czuję się bezpiecznie. Tam chcę umrzeć. W jej domu każdy mi poda rękę. U niej czuję się spokojniejsza”.

Powyższa smutna wypowiedź starszej pani jest doprawdy bardzo smutna, ale jest również życiowa. To tak jak w znanym nam wszystkim powiedzeniu: Z rodzinką to się dobrze wychodzi, ale na zdjęciu. Nie wolno jednak popadać w przygnębienie i przyjmować takich stereotypów. Jest tak wiele rodzin, w których nie tylko osoby starsze dobrze się czują, lecz także ci, którzy źle się mają. Cóż to za problem, który coraz częściej dominuje w naszym społeczeństwie? Zapewne kult młodości, siły, perfekcjonizmu, bogactwa… Ale nie tylko. Do tego trzeba również dodać pewne narzucone wzory zachowań, które serwują nam mass media. Pomijany w nich jest człowiek słaby, chory, samotny, smutny. Te obrazy trzeba wciąż weryfikować, bo w rzeczywistości jesteśmy wszyscy tak bardzo zależni od siebie, że rzeczą niezrozumiałą jest dzielić ludzi na zdrowych i chorych, młodych i starych. Dziś jestem młody – jutro będę już o jeden dzień starszy. Dziś jestem zdrowy – jutro może będę musiał udać się do lekarza.

Odpowiedź na gest

Na jednym z plakatów promujących pomoc dla hospicjum starsza, schorowana osoba wyciąga dłoń. Fotografia jest tak zrobiona, że ta osoba patrzy na mnie a wyciągnięta dłoń sprawia, że niejako automatycznie poczuwam się do odpowiedzialności. Wyciągnięta dłoń jest symbolem. To nie jest łatwo wyciągnąć dłoń i poprosić o pomoc o pomoc.

Moi drodzy! To takie trudne, ale musimy uczyć się wzajemnie od siebie: ci, którzy się źle mają, muszą uczyć „wysyłania gestów” ku tym, którzy mogą pomóc. Jakże często trudno jest przyznać się do swoich słabości, tak ciała jak i ducha. A przecież nie każdy potrafi odczytać w ludzkich oczach słowa: „Proszę cię, pomóż mi… Już nie daję rady… Już głowa nie ta i nogi mnie bolą. Łamie mnie w kościach. Nie daję sobie rady z twoim dzieckiem. Wiem, że oczekujesz ode mnie więcej, ale wybacz, córko/synu… Ja już źle się czuję…” Te słowa są trafne, ale wypowiedzieć je do dziecka jest niezwykle trudno. Ono przecież jest młodsze i po prostu nie rozumie tego, że organizm ludzki wyczerpuje się. Zrozumie to wówczas, kiedy dostanie zadyszki, gdy zakłuje w boku, lub zbudzi ból nerki… Dlatego nie bój się powiedzieć o swym kłopocie. Jesteśmy jak naczynia połączone. Zależymy od siebie.

Panie, podaj mi swą dłoń…

Jesteśmy dzisiaj w dobrej sytuacji. Jakże łatwiej jest wypowiedzieć słowa modlitwy, prośby do Jezusa, gdy jesteśmy razem tutaj, w kościele. Nikt na mnie nie patrzy, nikt się nie dziwi i nie przygląda mej słabości. Wręcz odwrotnie! Naturalne zrozumienie, zaufanie, wyciszenie. I sakrament umocnienia, który za chwilę przyjmę.

„Proszę Cię, Panie, podaj mi swoją dłoń, bym potrafił wyciągnąć ją w chwili mej słabości do tych, których mi posyłasz. Naucz mnie pokory wobec schyłku mych lat, mego cierpienia. Dałeś mi tajemnicę, którą pragnę zrozumieć umysłem, a powinienem przyjąć sercem. Panie, Ty jesteś moim zdrowiem, Tyś mą siłą, Tyś mym zbawieniem. Ufam Tobie i Tobie się oddaję. Amen”.

autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM