Trzeba siać, trzeba się uczyć
(homilia dla młodzieży na rozpoczęcie roku szkolnego)
1Tes 2.3-13; Mt 13.3-9,18-23
Trud ucznia, trud rolnika
Rozpoczyna się nowy rok nauki i nic na to nie poradzimy. Ale skoro mamy coś robić przez cały rok, to warto zastanowić się, jak do tego przystąpić, jak tego dokonać, by były jakieś pożyteczne owoce tego wysiłku. Dlatego spróbujmy przyjrzeć się bliżej zadaniom, które nas czekają. Dobrą ilustracją tego trudu jest praca na roli.
Ci, którzy mieszkają w mieście, coraz mniej zdają sobie sprawę z tego, na czym polega i jak jest ciężka praca rolnika, dzięki której mamy chleb. Nieraz może się nam wydawać, że chleb to tylko zwykły towar w sklepie czy hipermarkecie, który powstaje automatycznie na liniach produkcyjnych wielkich fabryk, a ziarno po prostu produkuje się i przechowuje w specjalnych silosach, i że jest go zawsze pod dostatkiem, a w razie czego można je bez problemu sprowadzić z zagranicy. Coraz mniej zdajemy sobie sprawę z tego, że ostatecznie ziarno nie jest wytworem człowieka, ale darem Bożym.
Dar Boży i zadanie dla człowieka
Jest to dar specyficzny. Nie spada sam z nieba, nie powstaje cudownie z kamieni. Wręcz przeciwnie: wymaga naszej współpracy, zaangażowania i ciężkiego wysiłku. Ziemia nie daje się oszukać: jeśli jej odpowiednio nie uprawić, nie zaorać, jeśli nie doda się odpowiedniego nawozu, nie wrzuci w nią najlepszego, siewnego ziarna, jeśli w porę nie zastosuje się specjalnych oprysków, a w czasie żniw nie zamówi na czas kombajnu – nie będzie dobrych zbiorów, tylko same straty. Cudowna, boska zdolność ziarna do rozmnażania się i przemiany w chleb zostanie przez człowieka zmarnowana.
W czasach Pana Jezusa, choć technika uprawy była zupełnie inna i wszystko robiło się ręcznie, to w zasadzie istota siewu i żniw nie odbiegała od dzisiejszej: wszystko zależało od Pana Boga i od człowieka. Pan Bóg dawał ziarnu zdolność wzrostu i zapewniał dobrą pogodę, a człowiek musiał odpowiednio uprawić glebę i namęczyć się w czasie siewu i żniw. Co najwyżej wyraźniej widział, jak wiele zależy od samej ziemi i od jakości jego pracy. Dlatego nikt się wtedy nie lenił, tylko robił wszystko, by zapewnić jak najlepsze zbiory, bo od tego zależało, czy nie będzie głodu.
Na skróty – na manowce
I właśnie dlatego Pan Jezus porównuje nasze wysiłki szkolne do pracy na roli. Jak wiele zależy tu od naszej pilności w nauce, od systematyczności w odrabianiu lekcji, czytaniu, uczeniu się na pamięć. A przecież oprócz wiedzy, którą można wykuć, jest jeszcze doświadczenie i mądrość. To bezcenny skarb! Nie da się go sobie “załatwić” po znajomości. To się nabywa przez lata ciężkiej pracy, metodą prób i błędów, wyciągając wnioski z własnych porażek i sukcesów.
Co prawda można oszukiwać i zamiast samodzielnej nauki, korzystać ze ściąg i odpisywać od innych. Ale to przynosi skutek tylko na krótka metę: wtedy zamiast rzetelnej wiedzy, można mieć co najwyżej dobre stopnie, ale później w pracy będą się liczyły nie stopnie na papierku, lecz to co w głowie. A głowa, podobnie jak ziemia, nie da się oszukać: jeśli nie poświęcimy odpowiedniego czasu nad książkami, jeśli samodzielnie nie przerobimy setek ćwiczeń, nie będziemy zbyt wiele umieli. A kto niewiele umie, ten też i wiele w życiu nie osiągnie, a jeśli nawet, to tylko przez oszustwo kosztem innych. Wystarczy włączyć telewizję, by w “Wiadomościach” zobaczyć dziesiątki takich ludzi.
Ziemi – i głowy – nie da się oszukać
Jezus chce nas poprowadzić inną drogą: drogą uczciwej pracy. Ale zdaje sobie sprawę z trudności i dlatego nas przed nimi ostrzega. Już w szkole człowiek może natrafić na ciernie, czyli pokusę łatwizny, nieuczciwości i tanich efektów, na suchą glebę lenistwa, wagarów i lekkomyślności, na kamienistą ziemię braku systematyczności w nauce i odkładania wszystkiego na potem. Nie ma się co dziwić, że wtedy nauka nie idzie i ostateczne wyniki są marne. Co prawda przez znajomości można sobie być może załatwić dyplom magisterski i pracę, ale pożal się Boże, ile to jest warte! Czy chcielibyście trafić na operację do lekarza, który “załatwił” sobie dyplom? Albo jechać autobusem z kierowcą, który “załatwił” sobie egzaminy na prawo jazdy? To może dać człowiekowi pieniądze, ale na pewno nie daje radości i powodu do dumy.
Ale gdy się człowiek trochę przyłoży do nauki, gdy jest uczciwy, to może nie od razu, ale na pewno kiedyś da się poznać jako ktoś, do kogo można mieć zaufanie. Tacy ludzie są na wagę złota. Ich wysiłki przynoszą plon stokrotny. Zyskują i oni sami, i firmy, które ich zatrudniły. Życzę wam, byście chcieli iść przez całe życie właśnie tą drogą. Od tego zależy pomyślność wasza i nasza, nas wszystkich.
Niezastąpiony trud nauczyciela
Trzeba jeszcze powiedzieć słowo do nauczycieli. Kieruje je właściwie św. Paweł w pierwszym czytaniu z Listu do Tesaloniczan. Zachęca nas, byśmy swoje obowiązki w szkole wypełniali uczciwie i rzetelnie: nie dla papierków i awansu zawodowego, nawet nie dla pieniędzy i osobistych ambicji, lecz z poczucia odpowiedzialności przed Bogiem i ludźmi, których uczymy. Od naszego wysiłku zależy, kim będą przyszłe pokolenia Polaków: jacy będą lekarze, do których kiedyś być może trafimy, jacy politycy, którzy będą nami rządzić, jacy kierowcy będą nas wozić autobusami, jak pobudują nasze drogi, domy, czym nas będą karmić.
U źródeł tego wszystkiego są nauczyciele. Nam powierzono tę odpowiedzialną misję. I choć nasz trud jest niezapłacony, choć nie zawsze nas szanują i nieraz mówią o nas źle, nie dajmy się zniechęcić i nie idźmy na łatwiznę. Bo za nami, tą samą drogą, na pewno pójdą nasi uczniowie. A to już jest poważna sprawa i nie da się jej przeliczyć na pieniądze.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






