W numerze
 
lipiec/sierpień 2006 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE »

Świętego Jacka Ordowąża (17 VIII)

Drukuj

Ślady świętego Jacka

Kiedy któryś z mieszkańców Półwyspu Apenińskiego pyta mnie o włoski równoważnik mojego imienia, z odpowiedzią nie ma problemu: włoskie Giacinto jest odpowiednikiem łacińskiego Hyacinthus czyli Hiacynt, także jako nazwa własna kwiata i kamienia szlachetnego, a od tego słowa pochodzi nasz Jacek. W innych językach imię to nastręcza jednak pewnych problemów. Koledzy Anglicy np. śmieją się, że Hyacinth to imię żeńskie, natomiast Jack jest uznawane raczej za zdrobnienie od John (Jan) albo od Jacob (Jakub). Ten sam problem powstaje u przyjaciół francuskich; najbardziej fonetycznie zbliżony Jacques jest Jakubem, a Hyacinthe brzmi im jakoś dziwnie. Wyjaśnienia powiązania form imienia Jacek i Jakub dostarczyło mi jedno ze zbiorów żywotów świętych. Pod imieniem św. Jacka Odrowąża czytamy tam, że Święty w rzeczywistości nosił imię Jacko, zdrobnienie od Jacobus, czyli Jakub. Skąd zatem łacińska forma Hyacinthus? Fakt ten tłumaczy się następująco: “W drugim rozdziale swojego dzieła De vita et miraculis S. Jacchonis ułożonym po roku 1352 brat Stanisław z Krakowa zamienił to imię na Jacinthus, porównując potem swojego bohatera do kamienia szlachetnego o tej samej nazwie (hyacinthus). Późniejsi biografowie nie zorientowali się w owej grze słów i w ten sposób święty przeszedł do historii jako Jacek (Hyacinthus)” (Filippo Caraffa (red.), Bibliotheca Sanctorum, Roma 1965, t. VI, 326 (tłumaczenie moje – JK); por. Stanisław z Krakowa, De vita et miraculis S. Jacchonis, w: Ludwik Ćwikliński (red.), Monumenta Poloniae historiae, Lwów 1884, t. IV, 818-903). Nawet jeśli mój patron ochrzczony był jako Jakub, to cieszę się, że znamy go właśnie jako Jacka. Jego i moje imię przywodzi mi na myśl jedenastą warstwę fundamentu Niebieskiego Jeruzalem (por. Ap 21,20) – modlę się wówczas, abym stał się trwałą częścią Bożej Budowli (por. 1 Kor 3,9). A kiedy wiosną w przydomowych ogródkach cudnie pachną hiacynty, proszę o łaskę stania się miłą wonią dla Chrystusa (por. 2 Kor 2,14-15).

Święty Jacek zostawił wiele śladów na mapie Europy. Począwszy od Kamienia Śląskiego, w którym się urodził ok. roku 1200 (chociaż niektórzy podają nawet 1183), poprzez Paryż i Bolonię, gdzie studiował, aż po Brno, Ołomuniec, Gdańsk, Kijów, Halicz, gdzie zakładał klasztory dominikańskie. Najważniejsze chyba, a także mi najbliższe, są te ślady, na które natrafiam w Rzymie i Krakowie, u początków i u kresu dominikańskiego życia Odrowąża. W Rzymie, na wzgórzu awentyńskim stoi starożytna bazylika św. Sabiny. Lubię odwiedzać to miejsce właśnie ze względu na mojego patrona. Wyobrażam sobie, jak przybywa do klasztoru, w którym rezyduje wówczas założyciel zakonu kaznodziejskiego św. Dominik. Klęcząc w zakonnej kaplicy staram się myślami przenieść do roku 1220, kiedy Jacek i jego kuzyn Czesław w tym właśnie miejscu przyjmują z rąk ojca Dominika zakonne habity. Samą scenę obłóczyn łatwiej sobie wyobrazić, bo utrwalił ją fresk w bocznej kaplicy awentyńskiego kościoła.

Krakowska świątynia Świętej Trójcy to z kolei pierwszy klasztor założony przez Jacka w Polsce. To także miejsce, w którym zakończył swe ziemskie życie i gdzie spoczywa jego ciało. Bardzo lubię modlić się przy jego grobie. Udało mi się tam nawet odprawić jedną z moich pierwszych Mszy Świętych. Pięknie jest tam być 17 sierpnia, w dwa dni po rocznicy śmierci Jacka (1257 r.). Błogosławi się wtedy złote pszeniczne kłosy na pamiątkę cudu podniesienia przez niego stratowanego gradem zboża. Można się też pomodlić przed statuą Madonny, według tradycji wyniesioną przez Świętego razem z Najświętszym Sakramentem z oblężonego przez wojska tatarskie Kijowa w 1240 r. Można przede wszystkim uczestniczyć w liturgii sprawowanej ze spokojem, prosto i dostojnie zarazem.

Trzeci rodzaj śladów mojego Patrona jest do odnalezienia najtrudniejszy. Czy on zostawił w moim sercu jakiś znak? Czy czcząc go, nie zatrzymuję się tylko na tym, co powierzchowne, tradycyjne, bez wejścia w głąb, bez doświadczenia tego, co nim samym kierowało w jego apostolskiej pracy? O to się trzeba pytać zawsze, ilekroć oddajemy cześć świętym. Po co to czynię i jakie to ma przełożenie w konkret mojego życia?

Najistotniejsze cechy osobowe św. Jacka wydają się oddawać jego najbardziej rozpowszechnione przedstawienia – z Najświętszym Sakramentem w jednym ręku i z figurą Matki Bożej w drugim. To wyraźne wskazanie dla mnie. Potrzeba mi głębokiej relacji z Jezusem obecnym i działającym w swoim Kościele. Potrzeba poddania się Jemu za przykładem Maryi. Nie można być chrześcijaninem bez życia modlitwy realizującej się w liturgii, bez sakramentów. Źródło naszego życia bije w Bogu. Potrzeba nam intymnego z Nim kontaktu, tak jak potrzeba nam wody i powietrza. Święty Jacek z oblężonego Kijowa zabiera to, co dla niego najważniejsze. On umiał wybierać najwyższe wartości. Pewnie dzięki temu miał tyle zapału do pracy apostolskiej. Nam też trzeba wybierać w życiu to co najistotniejsze, bo na wszystko po prostu nie starczy ani sił, ani czasu.

Święty Jacku, módl się za nami, abyśmy potrafili rozróżnić, co jest w życiu ważne i zawsze przy tym trwali.

autor: ks. Jacek Kacprzak