Polecamy
Rachunek sumienia dla młodzieży
Ks. Dariusz Madejczyk
KSIĄŻKA
2,50 zł 2,00 zł
OD REDAKCJI

Od redakcji

26/10/11 ks. Maciej K. Kubiak
Piszę te słowa w ostatnich dniach kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Gdy „Biblioteka Kaznodziejska” dotrze do Czytelników wyniki tych wyborów będą już znane. Ostatnie tygodnie pełne były nieustannej walki o głosy wyborców. Być najbardziej skutecznym, przekonać do swoich idei największą rzeszę Polaków, wprowadzić do parlamentu jak najwięcej posłów, stworzyć koalicję, rząd… Takie cele przyświecały startującym w wyborach kandydatom.
 
 
 
Piszę te słowa w ostatnich dniach kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Gdy „Biblioteka Kaznodziejska” dotrze do Czytelników wyniki tych wyborów będą już znane. Ostatnie tygodnie pełne były nieustannej walki o głosy wyborców. Być najbardziej skutecznym, przekonać do swoich idei największą rzeszę Polaków, wprowadzić do parlamentu jak najwięcej posłów, stworzyć koalicję, rząd… Takie cele przyświecały startującym w wyborach kandydatom.
Myślę o tym wszystkim w kontekście posługi kaznodziejskiej, którą sam pełnię na co dzień i w którą są zaangażowani w swoich wspólnotach duszpasterze – czytelnicy „Biblioteki Kaznodziejskiej”. I nie chodzi mi wcale o zaangażowanie polityczne duszpasterzy (choć i tym razem nie obyło się niestety bez niego). Mam na myśli to ogromne zaangażowanie wszystkich startujących w wyborach i ich troskę o dotarcie ze swoim „orędziem” do najszerszej grupy odbiorców. Czasami mam wrażenie, że tego zaangażowania nam brakuje. Zakładamy, że cokolwiek zrobimy (albo czego nie zrobimy) i tak ktoś tam usiądzie w ławkach i będzie nas słuchał. Prawdą jest, że wierni – zwłaszcza w mniejszych ośrodkach – nie mają wyboru: jeśli chcą być na niedzielnej mszy świętej muszą słuchać tego, co ma im do zaoferowania jedyny duszpasterz w parafii. Nieco inaczej jest w dużych miastach. Tutaj mamy do czynienia coraz częściej z czymś, co moglibyśmy nazwać głosowaniem, wyborami: można iść do swojej parafii, można iść do parafii sąsiedniej ale można też wybrać kościół klasztorny w centrum miasta. Nie chcę spłycać problemu i sprowadzać kwestii przepowiadania słowa Bożego (i naszego przygotowania do pełnienia tej roli oraz zaangażowania w nią) do czegoś w rodzaju przedwyborczych sondaży czy rankingów popularności. Nie mniej jednak uważam, że warto od czasu do czasu pomyśleć o tym, co i jak chcemy powiedzieć z ambony i czy zależy nam na tym, aby przekonać słuchaczy do naszego ewangelicznego orędzia – innymi słowy do „zagłosowania” na Ewangelię Jezusa Chrystusa w naszym, kaznodziejskim wydaniu.
Chris Lowney, menadżer, który zanim zaczął pracę w bankowości inwestycyjnej przez siedem lat był jezuitą, jest autorem książki „Heroiczne przywództwo”, ukazującej sposoby zarządzania, jakie wypracowali ponad 400 lat temu jezuici. Ksiądz Jacek Prusak (nota bene jezuita) na łamach „Tygodnika Powszechnego” (38/2011) pisze, że Lowney „w swojej książce wskazuje narzędzia, którymi posługują się jezuici w swoim korporacyjnym myśleniu. Ich sposób działania nie opiera się na modelu jednego wielkiego człowieka, który prowadzi pozostałych, ale na odkrywaniu przywódcy w sobie samym, trwaniu w stałej gotowości do zmian oraz umiejętności przystosowania się do nich w sposób strategiczny”. Wydaje mi się, że warto te spostrzeżenia odnieść do naszej działalności duszpasterskiej, nawet jeśli nie jesteśmy jezuitami.
W połowie września wszedł na ekrany film fabularny Barbary Sass zatytułowany „W imieniu diabła”, inspirowany głośnymi wydarzeniami w klasztorze sióstr Betanek. Film jest próbą ukazania mechanizmów powstawania sekty wewnątrz Kościoła, a jednocześnie przypomnieniem o wielkiej odpowiedzialności przełożonych (nie tylko zakonnych, myślę, że tak samo biskupów diecezjalnych, proboszczów parafii, duszpasterzy odpowiedzialnych za wspólnoty i grupy parafialne, katechetów, katechistów itd.) za ludzi, którzy zostali powierzeni ich duszpasterskiej opiece. Jak nie zawieść zaufania tych, którzy nas słuchają? Co robić, by nie sprowadzić ich na manowce, choćby przez naszą nierzetelność, płytkość, czy brak ciągłego doskonalenia się i podnoszenia kompetencji.
Niedawna wizyta Benedykta XVI, biskupa Rzymu, w Niemczech pokazała, że można zrobić wiele nawet wtedy, gdy przeciwników, krytyków i malkontentów są wokół całe rzesze. Trzeba tylko ufać Panu Bogu, nie poddawać się zniechęceniu i robić jak najlepiej to, co należy do naszych najważniejszych obowiązków.