Polecamy
Miłosierdzie. Klucz do chrześcijańskiego życia
Kard. Walter Kasper
KSIĄŻKA
34,90 zł 29,67 zł
FORUM HOMILETYCZNE

Nawrócenie pastoralne

08/10/14 bp Grzegorz Ryś
Tekst jest oparty na konferencji, wygłoszonej przez księdza biskupa Grzegorza Rysia podczas spotkania księży diecezji koszalińskiej, 27 i 28 sierpnia 2013.Zatytułowałem tę konferencję nawrócenie pastoralne, ponieważ chcę żyć i czuć z Kościołem. Całkiem niedawno to określenie padło z ust papieża Franciszka na spotkaniu z biskupami w czasie jego pielgrzymki do Brazylii, gdzie oczywiście był przede wszystkim na Światowych Dniach Młodzieży, ale przy tej okazji spotkał się ze wszystkimi biskupami brazylijskimi. Pojęcie nawrócenie pastoralne padło tam jako jeden z dwóch najważniejszych kluczy do rozumienia misji Kościoła dzisiaj. Papież Franciszek przywołał je z dokumentu, który powstał w roku 2007 na konferencji biskupów Ameryki Środkowej. Miała ona miejsce w miejscowości Aparecida, najważniejszym sanktuarium maryjnym w Brazylii. Papież nawiązał do tego faktu, mówiąc, że zasadniczy program pastoralny dla Kościoła amerykańskiego narodził się w miejscu maryjnym, ponieważ obraz Kościoła, jaki otrzymujemy w Maryi, jest lekarstwem na wiele szkodliwych tendencji w Kościele i leczy nas z wielu nieporządków.Ojciec Święty przywołuje pojęcie nawrócenie pastoralne, licząc zapewne na to, że funkcjonuje już ono dobrze w naszym języku teologicznym; osobiście przyznam, że ja sam nigdy go nie słyszałem na wykładach z teologii pastoralnej.
 
Zatytułowałem tę konferencję „nawrócenie pastoralne”, ponieważ chcę żyć i czuć z Kościołem. Całkiem niedawno to określenie padło z ust papieża Franciszka na spotkaniu z biskupami w czasie jego pielgrzymki do Brazylii, gdzie oczywiście był przede wszystkim na Światowych Dniach Młodzieży, ale przy tej okazji spotkał się ze wszystkimi biskupami brazylijskimi. Pojęcie „nawrócenie pastoralne” padło tam jako jeden z dwóch najważniejszych kluczy do rozumienia misji Kościoła dzisiaj. Papież Franciszek przywołał je z dokumentu, który powstał w roku 2007 na konferencji biskupów Ameryki Środkowej. Miała ona miejsce w miejscowości Aparecida, najważniejszym sanktuarium maryjnym w Brazylii. Papież nawiązał do tego faktu, mówiąc, że zasadniczy program pastoralny dla Kościoła amerykańskiego narodził się w miejscu maryjnym, ponieważ obraz Kościoła, jaki otrzymujemy w Maryi, jest lekarstwem na wiele szkodliwych tendencji w Kościele i leczy nas z wielu nieporządków.
Ojciec Święty przywołuje pojęcie „nawrócenie pastoralne”, licząc zapewne na to, że funkcjonuje już ono dobrze w naszym języku teologicznym; osobiście przyznam, że ja sam nigdy go nie słyszałem na wykładach z teologii pastoralnej.
 
 
Kontekst pastoralny
 
Pojęcie „nawrócenie pastoralne” przywołujemy w określonym kontekście. Mamy ostatnie miesiące Roku Wiary, mamy za sobą Synod biskupów, który był poświęcony nowej ewangelizacji dla przekazu wiary („przekaz wiary” to również bardzo ważne pojęcie, na które trzeba zwrócić uwagę, ponieważ jest za mało refleksji pastoralnej na ten temat, a to jest jeden z wymiarów owego nawrócenia – co to jest przekaz wiary?), mamy nową encyklikę papieża Franciszka Lumen fidei. Słowo „wiara” w różnych kontekstach i związane z nim słowa „ewangelizacja”, „nowa ewangelizacja” czy też „przekaz wiary” to są pojęcia, które się nieustannie powtarzają. To jest to, czym Kościół żyje – w niektórych miejscach dłużej, w innych krócej – różnie z tym bywa. Jest też jakieś napięcie, które wynika z tego, że przeżywamy Rok Wiary. W tym Roku wszyscy się czuli zobowiązani coś zrobić. Były kongresy, sympozja, spotkania, sesje i inne wydarzenia, a teraz właściwie już wszyscy czekamy aż się skończy.
Ten kontekst pastoralny jest niezmiernie ważny. Trzeba jeszcze dodać, że mamy papieża, który wyszedł ze środowiska bardzo dynamicznego ewangelizacyjnie, podejmującego odważną refleksję na temat ewangelizacji.
Ta refleksja została ostatecznie zamknięta w dokumencie z Aparecidy. To jest niezwykle interesujący, dość obszerny dokument. Co ciekawe, i rzadko się zdarza, ma on wprowadzenie napisane przez papieża Benedykta XVI. Papież był na konferencji biskupów w Aparecida, podczas której wygłosił dwa kazania i jeszcze na koniec napisał od siebie wstęp do tego dokumentu. I choć sam dokument – bardzo odważny w swojej treści – wywodzi się z pewnej refleksji lokalnej, z lokalnego Kościoła Ameryki Łacińskiej, to jednak przez papieża jest pokazany jako dokument wart refleksji w każdym miejscu.
To jest pewien kairós: to, czym Kościół żyje, co się w Kościele teraz dzieje, czym my w Kościele wszyscy teoretycznie oddychamy. Ale tego jest tak dużo, że czasami pojawia się w nas opór. I albo za tym wszystkim pójdziemy, albo to wszystko przetrzymamy i w końcu pojawią się nowe inicjatywy, może łagodniejsze, może nie aż tak wymagające; a to, co mamy teraz, jakoś przetrzymamy.
 
 
„Niebezpieczeństwo” powołania
 
Pozytywnie to pytanie trzeba postawić tak: czy to, co się w Kościele dzieje, czy to, ku czemu Duch Święty ewidentnie Kościół popycha wszystkimi siłami, czy to nas do czegokolwiek powołuje? Powtórzmy: czy to nas do czegokolwiek powołuje? Bo może być właśnie tak, że przetrzymamy: usiądę, poczekam, a to wszystko przejdzie. To znaczy, że to, czym chce żyć Kościół, mnie samego do niczego nie popycha. Niech Kościół sobie chodzi, a ja tu sobie siedzę wygodnie… Dlatego trzeba postawić to pytanie: czy to mnie do czegoś powołuje? To jest refleksja niesamowicie poważna. Jeśli weźmiemy ostatnią encyklikę papieża Franciszka na temat wiary, to powołanie jest takim papierkiem lakmusowym, który pokazuje, czy ja jestem, czy nie jestem człowiekiem wierzącym. To jest niesamowite, bo papież w encyklice zastanawia się najpierw, na czym polega niewiara. Zanim dojdzie do tego, czym jest wiara, zastanawia się, czym jest niewiara, i stwierdza: niewiara jest bałwochwalstwem. Niewiara nie polega na przekonaniu, że Boga nie ma. Jest taka formuła, której często ostatnio używali papieże, że świat żyje tak, jakby Boga nie było. To jest tylko jeden z wymiarów niewiary i wcale nie najważniejszy. Jeśli bierzemy do ręki Biblię, to ona wyraźnie pokazuje, że niewiara jest zawsze bałwochwalstwem. Niewiara narodu wybranego w czasach Eliasza nie polegała na tym, że Izraelici myśleli: „nie ma Boga”, tylko na tym, że wybrali sobie Baala jako bóstwo. W miejsce Boga pojawił się Baal, w miejsce Boga pojawił się bożek. Niewiara jest bałwochwalstwem. Papież mówi tak: „Zamiast wierzyć w Boga, człowiek woli czcić bożka, którego oblicze można utrwalić i którego pochodzenie jest znane, bo został przez nas uczyniony” (Lumen fidei, 13). I zdanie fundamentalne: „W przypadku bożka nie ma niebezpieczeństwa ewentualnego powołania, które wymagałoby wyrzeczenia się własnego poczucia bezpieczeństwa, ponieważ bożki «mają usta, ale nie mówią» (Ps 115,5)” (Lumen fidei, 13). A więc ostatecznie to, czy ja wyznaję Boga czy też idę za bożkami, widać po tym, czy się w moim życiu pojawia niebezpieczeństwo powołania. Papież tłumaczy, na czym polega bałwochwalstwo, odwołując się do definicji rabina z Kocka, przytoczonej przez Martina Bubera w Opowieściach chasydów. Bałwochwalstwo ma miejsce wtedy, gdy człowiek swoje oblicze kieruje ku czemuś, co nie jest obliczem i czyni to z wielkim szacunkiem. Wiara polega na tym, że się spotykam twarzą w twarz z Bogiem (por. Lumen fidei, 13). Wiara to jest spotkanie mojego oblicza, które jest pełne szacunku i godne szacunku, z twarzą Boga, która również jest godna szacunku. „O Tobie mówi moje serce: «Szukaj Jego oblicza». Będę szukał oblicza Twego, Panie. Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy” (Ps 27). Bałwochwalstwo pojawia się wtedy, gdy zamiast twarzy Boga pojawia się coś lub ktoś inny, ale nie ma spotkania, które mnie naprawdę konstytuuje. Jeśli dochodzi do spotkania, to w tym spotkaniu jest możliwe powołanie, bo gdy spotykam się z Bogiem, Bóg mnie może do czegoś wezwać.
 
 
Wiara „widzi” w takiej mierze, w jakiej się posuwa
 
Istotnym motywem wiary jest motyw drogi. Papież przywołuje w encyklice Lumen fidei postać Abrahama, który usłyszał: Wyjdź! Wyjdź z tego miejsca, gdzie jesteś. Rusz się! I odwołując się do tego doświadczenia Abrahama pisze: „Wiara «widzi» w takiej mierze, w jakiej się posuwa” (Lumen fidei, 9). To jest genialne stwierdzenie, pierwsze jakie sobie podkreśliłem w tej encyklice, gdy czytałem ją po raz pierwszy (warto ją przeczytać kilkakrotnie i wracać do niej). Powtórzmy więc: „Wiara «widzi» w takiej mierze, w jakiej się posuwa” (Lumen fidei, 9). Abraham, gdyby chciał, siedziałby w Haranie. Miałby za sobą pół drogi, którą przeszedł z Ur Chaldejskiego. Mógł powiedzieć: dość, dalej nie idę. A Bóg mówi do niego: Idź! Idź dalej! Idź teraz dla siebie! Jeśli się Abraham ruszy, to wejdzie w rzeczywistość, którą ciągle będzie mu opisywać słowo usłyszane od Boga, słowo obietnicy. To słowo opisze mu świat, w który wchodzi. Jeśli się nie ruszy, jeśli zostanie, to już tego słowa nie będzie potrzebował. Są takie momenty, kiedy mamy pokusę, aby powiedzieć: Dość! Dalej nie idę!
Czytaliśmy w sierpniu w liturgii o narodzie wybranym, który wychodzi z Egiptu i dochodzi do granicy Kanaanu. Mojżesz posyła wysłańców, którzy badają teren. Potem wracają i mówią: Nie idziemy! Nie idziemy! Tam mieszkają olbrzymi! To jest kraj, który nas pożre!
Ile razy my znajdujemy się w takiej sytuacji? Ile razy dochodzimy do jakiejś granicy i Bóg nas wzywa: Wyjdź! Rusz się! Ale ja się nie ruszę, bo się boję, bo widzę ograniczenia: swoje ograniczenia i trudności po drugiej stronie. To mnie zatrzymuje i nie ruszam się, a gdy się nie ruszam, to kończy się historia wiary, bo „wiara «widzi» w takiej mierze w jakiej się posuwa” (Lumen fidei, 9).
Dlaczego o tym mówię? Mówię o tym, bo jeśli tworzymy Kościół, który zastygł, jeśli tworzymy Kościół, który upodobał sobie ten stan, w którym jest, jeśli nasz Kościół jest Kościołem stagnacji, to znaczy, że jest Kościołem bałwochwalstwa. Jeśli to, co się w Kościele dzieje do niczego nas nie wzywa, jeśli my nie przeżywamy na nowo rzeczywistości, która przychodzi dzień po dniu jako powołanie, to znaczy, że jesteśmy bałwochwalcami.
Kardynał Ratzinger miał taką trafną formułę, że Kościół jest Kościołem Pana, Kościół jest Kościołem Ducha. Duch jest w tym Kościele tak dynamiczny, że nie można za Nim nadążyć. My nie nadążamy czytać dokumentów, a co dopiero odczytywać to, co dzieje się w Kościele na poziomie znaków. Nie nadążamy czytać: Lineamenta, Instrumentum laboris, Przesłanie z synodu, 58 propozycji, będzie jeszcze adhortacja, po drodze była encyklika Lumen fidei… Czy wszystko przeczytaliśmy? Duch jest tak dynamiczny, że nie nadążymy czytać! To jest tylko lektura, a obok tego to wszystko, co jest wydarzeniami. Duch jest mocny, a to że jest mocny, nam przynosi powołanie, jeśli jesteśmy na poziomie wiary. Jeśli nie ma w nas poczucia, że muszę się ruszyć, że to, co się dzieje wzywa mnie do jakiejś drogi, do jakiejś zmiany, to jestem w Kościele bałwochwalcą i pojawia się pytanie: kogo czczę? Może jest tak, jak to napisał papież Franciszek, że tak naprawdę czczę własne poczucie bezpieczeństwa?
Tu, gdzie jestem, wiem jak jest, rozumiem, jakoś się z tym oswoiłem… Nie jest najlepiej, mogłoby być lepiej, ale przynajmniej wiem, co się dzieje, wiem na czym stoję. I to własne poczucie bezpieczeństwa jest tym, co przeważa we mnie głos Boga, który mnie wzywa, który mówi: Rusz się! Rusz się choć trochę!
 
 
Potrzebujemy nawrócenia
 
Wiem, że to jest mocne stwierdzenie – ja je adresuję przede wszystkim do siebie – ale to stwierdzenie rodzi się z refleksji, która w Kościele pod wpływem Ducha jest teraz ewidentnie dominująca. Stwierdzenie, które wynika z encykliki o wierze: jeśli jesteśmy Kościołem stagnacji, to jesteśmy Kościołem, który uległ jakiejś formie bałwochwalstwa i dlatego potrzebujemy ewidentnie nawrócenia. Tu się z całą mocą pojawia to pojęcie „nawrócenia”, które ma wymiar pastoralny. Nie chodzi o to, że ja sam i każdy z nas potrzebuje zmiany myślenia i postępowania – bo każdy z nas zna swoje własne grzechy. Ale my potrzebujemy nawrócenia także w naszej misji, w naszej posłudze i w tym, jak ją rozumiemy.
W dokumencie z Aparecidy czytamy tak: „Nawrócenie pastoralne naszych wspólnot (warto podkreślić również ten wymiar wspólnotowy: nawrócenie naszych wspólnot! – do tego wątku wrócimy jeszcze dalej) wymaga przejścia od duszpasterskich zabiegów o charakterze wyłącznie konserwującym do posługi zdecydowanie misyjnej” (370). Tu każde słowo jest ważne. Można mieć w sobie takie podejście: uratujmy to, co jest, zakonserwujmy to, co jest. Na jakim poziomie to zakonserwujemy? Jeśli w diecezji jest 20 procent dominicantes, czyli dwie osoby praktykujące na 10 mieszkańców, to zakonserwujmy taki stan… A te pozostałe osiem osób nas nie obchodzi? Trzeba oczywiście dodać, że nie chodzi tu tylko o liczby. Te liczby trzeba umieć dobrze czytać. W archidiecezji krakowskiej mamy lepiej, bo aż 44 procent dominicantes, ale w Nowym Targu jest już tylko 40 procent, choć to stolica tak pobożnego przecież Podhala. Tę średnią podwyższają wioski pod Nowym Targiem, gdzie jest – na przykład w takim Białym Dunajcu – 73 procent. I z tego tak bardzo pobożnego Białego Dunajca młodzi ludzie jadą na studia do Krakowa, gdzie mieszkają w akademikach, na przykład w akademikach Politechniki. Jest tam teraz naprawdę świetny duszpasterz akademicki. Gdy chodzi po kolędzie, to przyjmuje go tylko jedna trzecia mieszkańców tych akademików, a tam przecież nie mieszkają krakusy, tylko właśnie ta „pobożna” młodzież, która przyjeżdża z „pobożnych” wiosek z tarnowskiego, z tak zwanej ściany wschodniej, z tarnowskiego, z Podhala, z Orawy… Młodzież pobożna, świetna, wspaniała, ale… gdy jest w domu. 30 procent z nich przyjmuje księdza po kolędzie. Mówimy o kolędzie, o otwarciu domu na chwilę, na błogosławieństwo, a nie o praktykach religijnych, o niedzielnej mszy świętej. Jeśli zatem mamy pewne liczby, to musi być też taki moment, w którym my te liczby sprawdzamy. Można mieć świetne samopoczucie, jeśli się tych liczb nie sprawdza.
Jest jeszcze kolejne pytanie: czego dotyczą te liczby? W dokumencie z Aparecidy jest też takie stwierdzenie: Co to jest katolicyzm? Zbiór nakazów i zakazów. Przyjmują kolędę? Przyjmują. Choinka jest? Jest. U nas jeszcze dobrze się Post nie zacznie, a już są jajka wielkanocne na targu w Krakowie. Adwentu nie mamy w ogóle, bo od razu zaczyna się Boże Narodzenie. Kolędy grają cały Adwent. Jest pobożnie? Jest. Fragmentaryczne praktyki dewocyjne – modlą się? Modlą. Czasami się zdarzy. Selektywna i częściowa akceptacja prawd wiary – selektywna, ale jest. Okazjonalne przyjmowanie sakramentów – raz do roku, ale się spowiada, więc co od niego chcemy…
Podczas jakichś misji parafialnych dziesięć z rzędu wyznań penitentów brzmiało tak samo: rok nie byłem, piłem, paliłem, przerywałem. Więcej nie pamiętam. Nikt o takich kazusach w seminariach nie uczy. Co zrobić z takim człowiekiem, który przez rok nie był u spowiedzi, przychodzi i mówi: piłem, paliłem, przerywałem. Więcej nie pamiętam. Spowiadam go, rozgrzeszam i mam absolutną pewność, że przyjdzie za rok i powie dokładnie to samo. Co więcej, ten człowiek co roku właśnie tak się spowiadał i żaden ksiądz mu nie powiedział, że nie jest dysponowany do otrzymania rozgrzeszenia. A gdyby nawet taki ksiądz się zdarzył, to penitent byłby zdumiony, bo przecież zawsze tak się spowiadał i zawsze księża go rozgrzeszali, więc czego ten ksiądz teraz od niego chce?
 
 
Szary pragmatyzm kościelnej rzeczywistości
 
To jest właśnie poziom fikcji naszego duszpasterstwa, z którego my jesteśmy zadowoleni, bo on się spowiada co roku i podnosi nam procent paschantes, którego nikt w Europie nie ma na takim poziomie. Jesteśmy zadowoleni z ludzi, którzy „wpadają do kościoła”, ale nie są Kościołem. Ci, którzy wpadają do kościoła czynią nam te liczby, a one nas satysfakcjonują. Taki człowiek nigdy nie wejdzie na stałe, na dłużej, w jakiś sposób konkretny, żeby Kościół cokolwiek dla niego naprawdę znaczył. Warto zwrócić uwagę jeszcze na modny ostatnio tak zwany churching: w tym kościele ksiądz fajnie mówi, a w tamtym pobożnie odprawia, a w jeszcze innym jest duży parking… Jest taki człowiek w kościele? Jest. Podnosi nam liczbę dominicantes? Podnosi. Ale czy on jest kimś w Kościele? Czy Kościół jest dla niego jakąś konkretną wspólnotą czy raczej czystą abstrakcją z obowiązkiem niedzielnej Mszy Świętej?
We wspomnianym dokumencie z Aparecidy jest cytat z kardynała Ratzingera z 1996 roku: „To, z czym mamy do czynienia, to jest szary pragmatyzm kościelnej codzienności, w której wszystko wydaje się w dalszym ciągu trwać normalnie, a w rzeczywistości mamy do czynienia z wiarą, która wymiera i traci swój sens”. Szary pragmatyzm kościelnej rzeczywistości – wszystko się toczy z dnia na dzień, jest niedziela, to trzeba mówić kazanie, potem pierwszy piątek, to pospowiadamy, potem Adwent, przejdzie Adwent, to będzie Boże Narodzenie, potem Wielki Post i tak dalej… Wszyscy wszystko wiedzą. Taka jest codzienność, a Benedykt XVI mówi, że to jest szara codzienność, to jest szare. Co więcej, w tej szarej codzienności wszystko się toczy, wszystko się wydaje normalne. Wydaje się, że jest, że trwa. A Benedykt XVI mówi, że właśnie wtedy wiara umiera i traci sens. A jak wiara traci sens, to znaczy, że jej nie ma. I to jest to, co w dokumencie z Aparecidy jest najmocniejsze.
 
 
Sens to jest powołanie!
 
W omawianym dokumencie biskupi zastanawiają się nad dzisiejszym człowiekiem – nie tylko nad sobą, nad stanem Kościoła, nad tym, że jest szary i to nas często satysfakcjonuje – ale też nad tym, jaki jest kontekst naszej misji i naszego działania. Dochodzą do wniosku, że dzisiaj człowiek ma absolutny nadmiar informacji. Kultura, w której żyjemy, jest kulturą informacji. Gdy chcemy wiedzieć, kto to jest biskup Grzegorz Ryś, wpisujemy w Google i otrzymujemy mnóstwo informacji, i wiemy więcej niż biskup Grzegorz Ryś wie sam o sobie… Dzisiaj człowiek dostaje każdego dnia milion informacji. Z jednej strony, podkreślają biskupi Ameryki Łacińskiej, to nas uczy nas pokory. Gdy ktoś widzi, ile jest informacji, ile jest wiedzy w świecie, to musi nabrać pokory. Nie ma dzisiaj nikogo, kto mógłby być jak Leonardo da Vinci. Problem z tą ogromną, szczegółową, rozczłonkowaną, wybiórczą wiedzą jest taki, że mamy wiedzę a nie mamy sensu. Nie mamy czegoś, co całą tę wiedzę szczegółową poddaje syntezie. Takiej syntezie, która mnie osobiście dotyczy, przekłada się na moje rozumienie życia, siebie samego, na moją potrzebę sensu. A dla człowieka wierzącego sens to jest powołanie. Sens to jest powołanie! Mówiliśmy już o tym: w spotkaniu „twarzą w twarz” coś nam zawierzono, Bóg nam zawierzył Ewangelię, Bóg nam zawierza Kościół. Jest sens – jest powołanie. A kardynał Ratzinger pisze, że wszystko wydaje się normalne, ale wiara nie jest już sensem. Gdy to, co jest sensem w wierze staje się umierające, to ona przestaje być wiarą, bo nie jest powołaniem.
Już od dłuższego czasu widać, dlaczego trzeba mówić o nawróceniu pastoralnym: bo wszystko, o czym tu mówimy, jest problemem po naszej stronie. Nie po stronie świata. Problemy są po naszej stronie. Jeśli my będziemy właśnie takim Kościołem, do którego się wpada, a w którym się nie jest, jeśli będziemy Kościołem okazjonalne przyjmowanych sakramentów, na które nakłada się nasze moralizowanie, to ten Kościół nie wytrzyma próby tego czasu. Bo ten czas, w którym żyjemy, jest rzeczywiście szalony. I taki Kościół nie wytrzyma próby tego czasu.
 
 
Czego nam brakuje?
 
W dokumencie z Aparecidy jest wiele stwierdzeń jednozdaniowych, które dają wiele do myślenia. My nie żyjemy w epoce zmiany. My żyjemy w czasie zmiany epoki. W samym środku zmiany epoki. Co tu ma wytrzymać? Jaki Kościół może to wytrzymać? Ciekawy jest taki fragment, w którym biskupi zastanawiają się, dlaczego cała masa ludzi ochrzczonych w Kościele katolickim odchodzi, ale nie odchodzi w niewiarę, tylko do rozmaitych Kościołów, których się ostatnio tak wiele namnożyło. Mamy w tej chwili setki tak zwanych wolnych Kościołów. Często zbywamy to zjawisko prostym stwierdzeniem: „sekty są aktywne”. To jest zdanie, za którym my się chronimy. Znowu nie widzimy problemu po naszej stronie, bo – jak mówimy – to te sekty są takie aktywne. Natomiast w Aparecidzie myślano inaczej: „zastanówmy się, czego po naszej stronie brakuje, co absolutnie powinno być, a najwyraźniej jest po stronie tych wspólnot, które są na tyle atrakcyjne, że nam wyciągają ludzi”. Co ich w tamtą stronę pociąga? W dokumencie z Aparecidy mówi się o czterech takich kwestiach.
Pierwsza sprawa to doświadczenie wiary. Nacisk na doświadczenie wiary. Pierwsze, o czym się rozmawia z człowiekiem, który przychodzi do takiego Kościoła, jest doświadczenie wiary. Jego osobista relacja z Jezusem Chrystusem. Drugie to doświadczenie konkretnej wspólnoty. Trzecie – Biblia. Czwarte – zaangażowanie misyjne. Nic na to nie poradzicie. Najbardziej czynne ewangelizacyjnie w Polsce, w Europie, na świecie, są wolne Kościoły. Niezależnie od tego, co rozumieją pod słowem ewangelizacja. My się z nimi rozmijamy w tej kwestii. Oni są bardzo dynamiczni.
To jest sytuacja, która pokazuje te pola, te przestrzenie, gdzie my potrzebujemy nawrócenia.
 
 
Przekaz wiary
 
Czego to nawrócenie dotyczy wprost? Po pierwsze, tak mi się wydaje, że my potrzebujemy nawrócenia z myślenia w kategoriach programów duszpasterskich na myślenie w kategoriach przekazu wiary. Przekaz wiary. Najkrócej można to ująć tak: program duszpasterski jest dla całego Kościoła w Polsce, a przekaz wiary jest od osoby do osoby. Franciszek ostatnio porównał przekaz wiary do biegu sztafetowego: biegniesz i masz pałeczkę w ręce, dobiegasz i nie rzucasz jej w tłum zawodników, tylko podajesz konkretnemu człowiekowi, który ma pobiec dalej. Ty dobrze wiesz kto to jest i on dobrze wie kim ty jesteś. Na tym polega przekaz wiary – od człowieka do człowieka, osobiście, personalnie.
Wedle tej idei przekazu wiary został ułożony Rok Wiary. Z Rzymu, z Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, przyszła najbardziej przekonująca propozycja, żeby Rok Wiary zamknąć znaną w starożytności klamrą traditio – reditio. Chodzioczywiście o Symbol, traditio Simboli i reditio Simboli. Zacząć Rok Wiary od tego, że biskup – wyłącznie biskup – przekaże swojemu Kościołowi Symbol Wiary, a zakończyć go w ten sposób, żeby Kościół biskupowi wypowiedział, jakby oddał, ten sam Symbol Wiary. Oczywiście, przyjmując ten model, zaraz zrobiliśmy coś, co jest kompletnie wbrew niemu, to znaczy wydrukowaliśmy w nakładach milionowych Skład apostolski. A niektórzy, ponieważ nie wiedzieli, o który Symbol Wiary chodzi, to dodatkowo wydrukowali Credo nicejsko-konstantynopolitańskie. I teraz bądź tu chłopie mądry: co ci ma ten biskup przekazać? Zrobiliśmy coś, czego w starożytności nikt by nie zrobił, bo w starożytności nie wolno było zapisywać Symbolu Wiary. Ktokolwiek ze starożytności, każdy autor kościelny mniej więcej po rok tysięczny – może to być Augustyn, Ambroży, Jan Chryzostom – mówi, że Symbol Wiary nie ma innej księgi, w której wolno byłoby go zapisać, jak tylko serce człowieka. Cała siła tego wydarzenia traditio reditio polegała na tym, że po trzech latach katechumenatu kandydat mógł otrzymać Symbol Wiary. Na tydzień przed chrztem stawał przed biskupem i biskup powoli słowo po słowie trzy razy recytował mu symbol apostolski, a on słuchał i miał słuchać tak, żeby zapamiętać, bo nie wolno mu było zapisać. Co więcej, miał tak zapamiętać, żeby to w nim pracowało, żeby przyszedł wreszcie w jego życiu moment, że będzie musiał to wypowiedzieć. Bo jak nie wypowie, to się udusi.
To jest właśnie to, czego my potrzebujemy! A mamy w Kościele Rok Wiary, mamy polski program duszpasterski „Być solą ziemi”, w Krakowie mieliśmy jeszcze nawiedzenie Pana Jezusa Miłosiernego… Mnóstwo pomysłów. Efekt był taki, że przychodził ksiądz i mówił tak: „Księże biskupie, co ja mam robić? To czy tamto?”. „Rób co chcesz, byle tylko to było to, czym ty sam żyjesz! Żeby twoje usta mówiły z twojego serca. Przyjąłeś – przekazujesz! Przyjąłeś i przekazujesz!”.
W Polsce mamy około setki szkół nowej ewangelizacji, wszystkie kierują się jedną prostą zasadą: nie dadzą wam materiałów, gdy o nie poprosicie pocztą albo zatelefonujcie z prośbą o ich przesłanie. Raczej powiedzą: Przyjedź na ten kurs, przeżyj go, nie będziesz potrzebował drukowanych materiałów. I to jest właśnie logika przekazu wiary. To jest ta pierwsza sprawa, która domaga się nawrócenia.
 
 
Patrzeć na Boga oczami Jezusa z Nazaretu
 
Oczywiście w świetle tego trzeba sobie postawić pytanie: O co tak naprawdę chodzi we wierze? I tu dopiero pojawiają się rzeczywiste schody. Na szczęście mamy ostatnią encyklikę, gdzie jest napisane – tak, że już chyba prościej nie można i piękniej też nie można – że kiedy we mnie się rodzi pytanie o wiarę, to szukam kogoś, kto jest ekspertem od Boga; takiego pojęcia używa Franciszek. Tak jak ze wszystkim w życiu – gdy buduję dom, to szukam eksperta od architektury, ale jeśli chcę wiedzieć, kim jest Bóg, to szukam eksperta od Boga. A ekspertem od Boga jest Jezus z Nazaretu. Wierzyć oznacza patrzeć na wszystko, a przede wszystkim na samego Boga, oczami Jezusa z Nazaretu. Patrzeć razem z Nim. Wiara jest tego rodzaju światłem, które się rodzi z doświadczenia miłości.
Wchodzę z Chrystusem w taką relację, która jest relacją obustronnej miłości. Wtedy patrzymy razem w jednym kierunku. Ale to, że patrzymy razem sprawia, że widzimy rzeczywistość kompletnie inaczej i że ja mogę mieć udział w tym doświadczeniu Boga, jakie ma Jezus z Nazaretu. Wiara jest właśnie takim doświadczeniem, ona jest tym widzeniem „twarzą w twarz” – ja i Jezus z Nazaretu. Ale to widzenie, to spotkanie, ostatecznie przyjmuje formę miłości, czyli takiej relacji, która – gdy patrzymy razem – pozwala nam widzieć rzeczywistość inaczej i również inaczej widzieć Boga. Gdy patrzymy razem, wchodzimy w to doświadczenie Boga, jakie ma Jezus Chrystus.
Jakie doświadczenie Boga ma Jezus Chrystus? Odpowiedź jest taka, że to jest doświadczenie Boga jako Ojca, bo najbardziej charakterystycznym słowem w ustach Jezusa jest słowo Abba – Ojcze. Z Jezusem zaczynam doświadczać relacji z Bogiem, która jest relacją dziecka wobec ojca, jest relacją kogoś, kto wszystko otrzymał: życie, to kim jestem – wszystko otrzymałem i mam doświadczenie obdarowania. A jeśli spróbuję odpowiedzieć na to doświadczenie darem z siebie, to już jestem wyrwany z tego bałwochwalstwa, w którym bożkiem dla siebie zawsze jestem ja – ja sam.
To jest przepiękne, fantastyczne doświadczenie. Papież Franciszek pisze, że najważniejszym i pierwszym tekstem katechumenalnym jest Modlitwa Pańska, Ojcze nasz. Nie przykazania, nie Dekalog, ale Ojcze nasz. Bo kiedy mówię Ojcze nasz, to w tej modlitwie uczę się dzielić doświadczenie życiowe samego Chrystusa i zaczynam widzieć oczami Chrystusa (por. Lumen fidei 46). Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, przyznam szczerze. Od tej strony ta encyklika dla mnie jest rewelacją. Latami uczyłem studentów, że gdy był chrzest Litwy, to król Władysław Jagiełło tłumaczył Ojcze nasz na litewski i to był pierwszy tekst, którego uczyli się poganie. Mieli sześć dni na to, żeby się przygotować do chrztu. Na co wykorzystali te dni? Na to, żeby nauczyć się Ojcze nasz. Dzięki modlitwie Ojcze nasz zaczynam widzieć oczyma Chrystusa – to jest rewelacja!
 
 
Jak rozumieć chrześcijański kerygmat?
 
Na synodzie poświęconym nowej ewangelizacji padła deklaracja, że zostanie spisany chrześcijański kerygmat. W szkołach ewangelizacji zwykle się mówi, że kerygmat Jezusa to jest ogłoszenie królestwa Bożego. W encyklice papież wyraźnie pokazuje, że kerygmat to rzeczywiście głoszenie królestwa Bożego, ale należy je rozumieć jako królowanie Boga na sposób ojcowski! Bóg realizuje swoją władzę wobec nas jako Ojciec. Bóg, który króluje, przez Jezusa jest nam pokazany jako Bóg Ojciec. Ażeby więc otworzyć człowieka na wiarę w ten właśnie sposób, musimy go poprowadzić do spotkania z Jezusem, czyli do takiego spotkania, które jest relacją miłości i w tej relacji człowiek wraz z Jezusem patrzy w jednym kierunku, zdobywa doświadczenie wspólnego patrzenia. Jeśli brakuje takiego spotkania i takiego rozumienia wiary, to jesteśmy gdzieś na obrzeżach tego, co w wierze jest najważniejsze.
 
 
Rabbi, gdzie mieszkasz?
 
Wejście na drogę, która poprowadzi do takiego spotkania z Jezusem, rozpoczyna się od postawienia mu pytania: „Rabbi, gdzie mieszkasz?”. Gdzie Cię spotkam? Gdzie mogę Cię znaleźć? W odpowiedzi dokument z Aparecidy wskazuje na pewne miejsca, płaszczyzny. Po pierwsze – w Kościele. Jeśli chcę kogoś poprowadzić do wiary, muszę go wprowadzić do Kościoła. Nie wystarczy, że mu dam książkę, artykuł itd. Muszę mu pomóc znaleźć Kościół, znaleźć wspólnotę i do tej wspólnoty go wprowadzić. Po drugie: w słowie, które jest czytane w Kościele. Po trzecie: w liturgii skoncentrowanej wokół misterium paschalnego. Nie chodzi tu tylko o to, czy sprawujemy liturgię, czy odprawiamy Eucharystię i inne sakramenty, nabożeństwa itd., ale czy to, co sprawujemy, jest skoncentrowane na misterium paschalnym.
Tutaj się przez chwilę zatrzymam, by wspomnieć coś, co ostatnio mocno przeżyłem i dlatego mogę, czy może nawet muszę o tym mówić. W dokumencie z Aparecidy możemy przeczytać, że liturgia sprawowana w ten sposób, że koncentruje się wokół misterium paschalnego, pozwala uniknąć niebezpieczeństwa zredukowania Kościoła do roli politycznej. Podam przykład: 11 lipca odprawiałem w katedrze na Wawelu, na prośbę kardynała Stanisława Dziwisza, mszę świętą w rocznicę wydarzeń wołyńskich, tzw. „rzezi na Wołyniu”. Prosili o tę mszę konkretni ludzie, konkretna, krakowska wspólnota. W tym dniu czytania mszalne przypominały historię o Józefie egipskim, który daje się rozpoznać swoim braciom. Pamiętamy, że Józef bardzo mocno przeżył wewnętrzną walkę o wybaczenie braciom ich haniebnego czynu. W końcu im przebacza i uzasadnia dlaczego. Mówi: „bo ja nie jestem Bogiem; ja nie jestem w miejsce Boga”. Józef spotkał swoich braci – ludzi, którzy go tak naprawdę zabili. Zredukować kogoś do roli niewolnika, wysłać go z własnej ziemi do Egiptu, w starożytności znaczyło tyle co śmierć. To był dla człowieka praktycznie koniec. Taki człowiek fizycznie nie był zabity, ale moralnie już nie istniał. Teraz stają przed nim jego mordercy i on ma możliwość przedłużyć im życie, bo oni potrzebują jedzenia, które on ma. Zrobi to, przedłuży im życie, dając pokarm, pod warunkiem, że najpierw im wybaczy. Józef jest tutaj biblijną figurą samego Chrystusa, który przebaczył nam nasze złe występki swoją śmiercią na krzyżu. W takim dniu, taka homilia praktycznie sama się mówiła. Wystarczyło tylko pójść za słowem Bożym i nic więcej nie dodawać.
Przychodzimy do zakrystii po mszy świętej i jeden z koncelebransów mówi do mnie: „bardzo dziękuję za homilię”. „Nie ma sprawy, takie czytania były” – odpowiadam. „Nie, to nie o to chodzi”. „A o co?” – dopytuję. „Dziękuję, że użyłeś słowa ludobójstwo”. I to słowo wystarczyło. Słowo ludobójstwo było najważniejsze. A ja tego słowa użyłem we wstępie do mszy świętej. Pomyślałem, że właściwie po wstępie ktoś taki mógłby już wyjść z kościoła. Usłyszał to, co chciał usłyszeć. A to była cała liturgia skupiona na misterium paschalnym, bo właśnie w misterium paschalnym chodzi o wybaczenie grzechu, zbrodni, o zburzenie muru, który jest między ludźmi. To jest sam środek paschy Chrystusa. Odprawiając Eucharystię w takim momencie historii, możemy każdemu dać to doświadczenie, które miał Józef w Egipcie: „Czy ja jestem w miejsce Boga?”. Jest Jezus Chrystus. Jest Chrystus, który buduje na nowo naszą relację z Ojcem. Pomimo wszystkich zbrodni popełnianych przez ludzi. W Eucharystii skoncentrowanej na misterium paschalnym możemy mieć doświadczenie żyjącego Chrystusa.
Kościół, słowo Boże w Kościele, liturgia skoncentrowana na misterium paschalnym i wreszcie modlitwa, wspólnota braterska i ubodzy – to jest sześć miejsc, które dokument z Aparecidy wskazuje jako odpowiedź na pytanie: „Rabbi, gdzie mieszkasz?”.
Tu musi się oczywiście pojawić pytanie, czy to są miejsca, w których ja systematycznie bywam. Jeżeli ma być przekaz wiary, jeśli ja mam tę wiarę przekazywać, to muszę systematycznie bywać w tych miejscach. To muszą być dla mnie miejsca spotkania z Jezusem Chrystusem – mojego spotkania z Chrystusem żyjącym, spotkania z Nim twarzą w twarz. Jeśli to będą miejsca mojego spotkania z Jezusem żyjącym dla mnie, to ja nie tylko mogę, ale też muszę to przekazać innym. To jest to, co mnie uruchamia, posyła, powołuje.
Paweł VI napisał w Evangelii nuntiandi, że inicjacją ewangelizacji jest świadectwo. Trzeba pamiętać, że to świadectwo nie jest czymś sztucznym, ale właśnie formą osobistego przekazu wiary. Dzielę się tym, co jest moje. Na tym polega świadectwo. Warto dodać w tym miejscu, że synod biskupów na temat nowej ewangelizacji mówi o dwóch wymiarach tego świadectwa dzisiaj – pierwszym jest dar i doświadczenie kontemplacji, a drugim wybór ubogich. Dokument z Aparecidy mówi natomiast o dwóch innych – również ważnych – wymiarach tego świadectwa, tego przekazu wiary: darmowości i hojności. Jeśli mówimy ludziom, że Ewangelia jest darmowa, to nasza posługa też musi być darmowa. W przeciwnym razie, skąd oni mają wiedzieć o darmowości Ewangelii? Jeśli mówimy o hojności Boga, to trzeba ją pokazać swoją własną hojnością. To wszystko mówi dokument z Aparecidy, gdy chodzi o konkretne wymiary świadectwa.
 
 
Nie ma vocatio bez convocatio
 
Jeśli chcę przekazywać wiarę, jeśli to, co mam przekazać jest naprawdę moje, jeśli czuję w sobie wezwanie, powołanie, żeby to przekazywać, to przekaz ten nie dokonuje się w izolacji. Nie przekazuję sam. Przekazuję w Kościele i z Kościołem. To Kościół ewangelizuje. W dokumencie z Aparecidy pojawia się piękne zestawienie pojęć: vocatio jest zawsze convocatio. Nie ma vocatio bez convocatio. Wołanie jest zwołaniem.
Dlatego też, jak już wspomniałem wcześniej, w cytowanym przeze mnie istotnym punkcie dokumentu jest mowa o nawróceniu pastoralnym naszych wspólnot. Tu nie chodzi tylko o to, do czego ja sam jestem przekonany. My, jako Kościół, musimy się nawracać pastoralnie, my wszyscy, jako konkretne wspólnoty musimy się nawracać pastoralnie. Wołanie jest zwołaniem. Nie ma vocatio bez convocatio.
Trzeba teraz postawić pytanie: czy takie jest nasze myślenie? Nie wiem jak jest w waszych parafiach. Wiem za to, jak jest w archidiecezji krakowskiej. Mamy 440 parafii, a mniej więcej w 200 nie ma żadnej wspólnoty (oprócz trzech czy czterech ministrantów, którzy nie są żadną wspólnotą).
Już ks. Franciszek Blachnicki mówił: róbcie rekolekcje ewangelizacyjne. Ostatnio pojawił się pomysł, żebyśmy zrobili w całej Polsce, we wszystkich parafiach, rekolekcje ewangelizacyjne. Świetnie! Ale musimy pamiętać, że rekolekcje ewangelizacyjne – ze swojej definicji – kończą się propozycją składaną tym, którzy je przeżywają: wejdźcie do jakiejś konkretnej wspólnoty. Ksiądz Blachnicki zwracał uwagę, że 10-15 procent z nich skorzysta z takiej propozycji.
Znam księży, którzy mają wspólnoty prowadzące rekolekcje ewangelizacyjne. Zdarza się, że dzwoni proboszcz i pyta, czy poprowadziliby rekolekcje. Oczywiście – pada odpowiedź ze strony odpowiedzialnych za te wspólnoty – ale pod warunkiem, że po takich rekolekcjach w parafii powstanie wspólnota. Po tych słowach w słuchawce robi się głucho…, bo jeśli ma powstać wspólnota, to ja muszę mieć na nią czas, nie mogę jej tylko obsłużyć, muszę z nią razem wędrować we wierze.
 
 
Promowanie duchowości wspólnoty i partycypacji
 
Żeby w ten sposób zacząć myśleć o Kościele, o wspólnocie i o przekazie wiary, my się musimy nawrócić. W rozdziale o nawróceniu pastoralnym w dokumencie z Aparecidy jest takie stwierdzenie: „Nawrócenie pasterzy prowadzi do życia i promowania duchowości wspólnoty i partycypacji”. Dlaczego nie ma wspólnoty? Bo ja nie jestem nawrócony. Dopiero jeśli się nawrócę, otworzę się na innych.
Jedno z najciekawszych miejsc w tym dokumencie, to refleksja biskupów nad najtrudniejszymi wyzwaniami dla księży w obecnym czasie. Jakie są najtrudniejsze wyzwania, przed którymi ksiądz staje dzisiaj? Na trzecim miejscu jest celibat, na drugim miejscu jest kultura, świat, który nas otacza. A co jest na pierwszym? Najtrudniejsze wyzwanie dla księży: zmierzyć się z teologiczną tożsamością posługi kapłańskiej. To jest – według biskupów Ameryki Łacińskiej – trudniejsze niż zachowanie celibatu!
O jaką zatem teologiczną tożsamość posługi kapłańskiej chodzi? O taką, jaką opisał Sobór Watykański II w Presbyterorum ordinis. Dlaczego nasze kapłaństwo jest służebne? Ponieważ jest ono na służbie królewskiego kapłaństwa powszechnego. Ja jestem pasterzem, ale to nie oznacza, że rządzę każdym pojedynczo i jako biskup decyduję: ten ksiądz tu, a tamten ksiądz tam. Jeśli jestem pasterzem, to mam władzę w odniesieniu do wspólnoty i mam siebie na nią otworzyć. Próbuję wydobyć charyzmaty, dary, jestem zainteresowany tym, żeby każdy z tymi darami wyszedł do innych, a ja go w tym umocnię.
To wszystko jest zawarte w Presbyterorum ordinis. Możemy sobie obchodzić 50-lecie soboru. Sobór opisuje naszą tożsamość, która polega na tym, że my jesteśmy kapłaństwem służebnym na służbie kapłaństwa powszechnego, którym żyje wspólnota, nad którą Pan Bóg nas ustanowił – dla sobie znanych powodów – pasterzami. Zmierzyć się z takim obrazem samego siebie, jak mówią biskupi z Aparecidy, jest trudniejsze niż zachowanie celibatu.
To wszystko można też oddać prościej pojęciem pracy zespołowej. Idziemy do ewangelizacji, więc potrzebujemy zespołu. Praca zespołowa – zróbmy coś razem, módlmy się razem i z tej modlitwy wymyślmy coś razem. Podzielmy potem razem odpowiedzialność i zróbmy to razem, jako Kościół. Czy to jest oczywiste? Kompletnie nieoczywiste! Nieraz używamy takiego pojęcia, że księdza trzeba posłać do dużego zespołu. Jest duży zespół – proboszcz, kilku wikarych. I co oni robią zespołowo? Oni tylko żyją obok siebie. Jest ewidentny podział – ksiądz robi to, ksiądz tamto; jeden ksiądz oaza, drugi ksiądz kółka różańcowe, a jeszcze inny dzieci Maryi. Każdy ma tę swoją działkę i każdy ją sam obsługuje, sam wymyśla, sam robi. Na tym polega praca zespołowa?
Nawrócenie pastoralne, to jest nawrócenie na swoją własną tożsamość kapłańską, rozumianą tak, jak ją opisał Sobór Watykański II. Daj nam, Panie Boże, żebyśmy sobie z tym radzili jeszcze lepiej niż z naszym celibatem.
 
 
„Wierzę w Syna Bożego”
Program przepowiadania na rok 2013/2014
 
ks. Andrzej Ziółkowski CM
 
 
Wprowadzenie pochodzi z Programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce „Wierzę w Syna Bożego”, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2013.
 
Program duszpasterski dla Kościoła w Polsce na lata 2013-2014 zawiera: słowa klucze, założenia treści oraz wskazania co do realizacji i celebracji. Temat Programu w nowym roku liturgicznym brzmi: Wierzę w Syna Bożego. Zasadniczym słowem, będącym także kluczem w ogólnym zarysie Programu, jest kerygmat, kerygma (z greki: proklamacja, obwieszczenie przez publicznego posłańca, ogłaszanie, treść i czynność głoszenia), czyli „orędzie zbawienia dokonanego i objawionego przez Boga w Jezusie Chrystusie, głoszone w Jego imieniu, weryfikowane, potwierdzone i strzeżone w Kościele dzięki asystencji Ducha Świętego w celu nawrócenia i zbawienia ludzi” (EK, t. VIII, k. 1360).
Kerygmat zawiera cztery najważniejsze prawdy, które winno się głosić z żywą wiarą popartą świadectwem życia:
1) Bóg kocha człowieka (miłość).
2) Człowiek oddalił się od Stwórcy (grzech).
3) Pan zsyła nam Zbawiciela (zbawienie).
4) Przyjęcie Chrystusa jako Pana i Zbawiciela (osobiste przyjęcie przez wiarę).
Drugim istotnym terminem jest słowo wiara, które powinniśmy uwzględniać w ogólnym planowaniu duszpasterstwa, ale szczególnie w aspekcie przepowiadania i katechezy. Znaczenie tych terminów i ich treść zostały uwzględnione w poszczególnych sugestiach dotyczących homilii.
Prawie każda propozycja przepowiadania słowa Bożego na niedzielę lub święto zawiera:
a) podtytuł sugerujący główną myśl homilii,
b) krótkie doświadczenie życiowe (pytanie świata),
c) biblijne komentarze do czytań,
d) podpowiedź Ojca Kościoła (cytat),
e) krótka sugestia (odpowiedź na pytanie świata),
f) pastoralne propozycje (do realizacji).
 
Biblijne komentarze na rok 2013/2014 zawierają przede wszystkim podpowiedzi do homilii. Można je także wykorzystać do katechezy oraz podczas spotkań w małych grupach, gdy zwracamy uwagę na wartość słowa Bożego w życiu chrześcijanina.
Program duszpasterski na rok 2013/2014 Wierzę w Syna Bożego rozpoczyna czteroletni cykl zawierający następujące słowaklucze:
• metanoia – nawrócenie,
• chrzest,
• świadectwo – misja.
 
Celem czteroletniego Programu jest przygotowanie wiernych do jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski.
 
Zarys treści poszczególnych okresów liturgicznych:
 
 
OKRES ADWENTU
 
Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa (Rz 13,14)
 
W homilii wstępnej wyjaśniamy znaczenie świec w adwentowym wieńcu w kontekście słów: „Symbol – świeca – światło” – element realizacji Programu duszpasterskiego. Zapoznajemy wiernych z tematem, słowami kluczami, założeniem i treścią. Uwzględnić należy przygotowanie do przeżycia rekolekcji kerygmatycznych.
W przepowiadaniu akcentujemy osobę Boga, który przychodzi w swoim Synu, Jezusie Chrystusie. Sugerujemy nie tylko przygotowanie do przedświątecznej spowiedzi, ale także wyciszenie, które pozwala wejść w głębię Słowa, zrozumieć je, przyjąć i realizować w życiu.
Zapraszamy proroka Izajasza do wspólnoty parafialnej, umieszczając w stosownym miejscu poszczególne biblijne motta na dany dzień lub tydzień. Proponuję zorganizować adwentowe rekolekcje (dni skupienia) na temat: „Bóg, który przychodzi”.
Dlatego uwrażliwiamy słuchaczy Słowa na chrześcijańską radość, której uczy nas prorok Izajasz. Może to być jeden z aspektów, aby zrozumieć potrzebę głoszenia kerygmatu w rodzinie, wśród wiernych, przyjaciół. Naszym zadaniem jest to, aby „Ewangelia o Jego Synu” dotarła do ludzi zobojętniałych na wartości chrześcijańskie.
 
 
OKRES NARODZENIA PAŃSKIEGO
 
Bóg zesłał swojego Syna (Ga 4,4)
 
Okres Narodzenia Pańskiego jest niezwykle radosny. Dzielimy się przede wszystkim radością z przyjścia Słowa, Chrystusa – Mesjasza. Sugeruję, aby uwypuklić w przepowiadaniu prawdę, że „Światłość w ciemności świeci”. Poruszamy potrzebę i aktualność głoszenia kerygmatu, głoszenia prawd wiary wśród bliskich. Dzielimy się radością, że w naszym Kościele jest wiele rodzin będących „żywą Ewangelią” we współczesnym Kościele katolickim.
Rodzicom i dzieciom przypominamy sens błogosławieństwa i świadectwo żywej wiary. W homilii akcentujemy niezbędność udzielania błogosławieństwa w rodzinie, wartość pokoju między bliźnimi. Szukamy sposobów adekwatnego przekazu prawd wiary, uwzględniając zmiany myślenia, języka i rozchwianie wartości moralnych.
Warto podkreślić nową formę ewangelizacji poprzez zaangażowanie wiernych w marszu w uroczystość Trzech Króli. Skutecznie zwraca ona uwagę na rolę Chrystusa i Jego Ewangelii w ludzkim życiu. Potrzebni są ewangelizatorzy, którzy dotrą do niewierzących ochrzczonych.
Pogłębiamy znaczenie sakramentu chrztu świętego. Zaznaczamy, że są już próby odnowy katechezy przedchrzcielnej rodziców i chrzestnych (doświadczenia poznańskie), której celem jest pogłębienie świadomości życia chrześcijańskiego za pomocą pedagogiki sakramentalnej. Wskazujemy także na konieczność katechumenatu pochrzcielnego już ochrzczonych, którzy zachowują dystans do wiary katolickiej.
 
 
OKRES WIELKIEGO POSTU
 
Rzucił światło na życie i nieśmiertelność (2 Tm 1,10)
 
W okresie Wielkiego Postu koncentrujemy przepowiadanie na wierze w Jezusa Chrystusa. Ukazujemy głębię rekolekcji kerygmatycznych, w czasie których ma miejsce celebracja wyboru Jezusa na Pana. Ukazujemy wartość czytania Pisma Świętego. Można uroczyście wręczyć Biblię przygotowanym wiernym.
Zwracamy uwagę na niebezpieczeństwo oddziaływania sekt oddających cześć szatanowi. Dotyczy to szczególnie młodych ludzi, którzy są słabej wiary. Pouczamy o możliwości odmawiania modlitw błagalnych, jakie wierni prywatnie mogą zanosić w zmaganiu się z mocami ciemności.
„Idziemy na Górę Przemienienia” – propozycja tematu rekolekcji wielkopostnych. W homiliach poruszamy kondycję współczesnego chrześcijaństwa. Akcentujemy siłę wiary i nadziei na życie wieczne z Chrystusem, które winniśmy dzielić się z przeżywającymi smutek i żal po stracie najbliższych.
W określonych homiliach wspominamy chrzest Mieszka I oraz konsekwencje tego faktu dla teraźniejszości i przyszłości. Proponuję także, aby starsi parafianie, pamiętający 1000-lecie chrztu Polski i wydarzenia z nim związane, w milenijnym roku podzielili się świadectwem wiary. Akcentujemy dzień 14 kwietnia jako umowną datę chrztu Polski przyjętą przez historyków. Uwzględniamy elementy: religijny i polityczny.
 
 
OKRES PASCHALNY
 
Abyście wierząc, mieli życie w imię Jego (J 20,31)
 
W okresie paschalnym dominuje radość ze zmartwychwstania Chrystusa, który jest dla nas Światłem. Nawiązujemy do światła paschału, od którego zapalone zostały rodzinne paschały. Warto zaproponować, aby je zapalać podczas rodzinnego posiłku. Nawiązujemy do światła świecy zapalonej podczas rodzinnej wieczerzy w Wielki Czwartek. W przepowiadaniu ukazujemy znaczenie tego światła i jego rolę dla wierzących w Chrystusa. Światłem na każdy dzień są czyny Jezusa zmartwychwstałego. Przypominamy o znaczeniu wielkanocnego baranka – symbolu Chrystusa – niepokalanego Baranka ofiarowanego za nas na drzewie krzyża. Akcentujemy obecność na niedzielnej i świątecznej Eucharystii jako warunek „poznania Pana przy łamaniu Chleba”, czyli pełne uczestnictwo we mszy św.
W homiliach koncentrujemy się na wybraniu i powołaniu do bycia uczniem Chrystusa. Ukazujemy radość przeżywania tajemnicy wybrania i powołania. Podkreślamy pozytywną stronę przykazań: miłość Boga, samego siebie i bliźniego. Ukazujemy wartość sakramentu chrztu, dzięki któremu jesteśmy wezwani do nauczania Ewangelii. Sakrament bierzmowania umacnia i uzdalnia nas do tego zadania. W szczególny sposób akcentujemy wyznanie wiary, jako element kerygmatu, zawarte w słowach „Panem jest Jezus”.
Potrzebą naszych czasów jest umożliwienie rozmowy przeżywającym traumę po śmierci bliskich z psychologiem, lekarzem, duchownym. Ponieważ zmienia się sposób myślenia na temat śmierci i życia po niej, dlatego w homiliach osobę Chrystusa zmartwychwstałego umieszczamy w centralnym miejscu.
 
 
OKRES ZWYKŁY
 
To jest mój Syn umiłowany (Mt 17,5)
 
Okres zwykły w roku A jest „Rokiem Mateusza”. W przepowiadaniu akcentujemy powołanie do bycia uczniem Chrystusa. Na początku okresu zwykłego ponawiamy homilie dotyczące wyjaśnienia znaczenia kerygmatu. Jest on słowem kluczem obecnego Programu. Potrzeba głoszenia kerygmatu jest wciąż aktualna, a w wielu wypadkach konieczna. Zaznaczamy możliwość uczestnictwa w rekolekcjach kerygmatycznych.
Obchody 1050-lecia chrztu Polski odbędą się w określonym czasie podanym przez poszczególne diecezje. Przygotowujemy wiernych do tych uroczystości, zgłębiając aspekty tego historycznego faktu w harmonijnej współpracy Kościoła i państwa. Realizacja programu przewidziana jest na płaszczyznach: duszpasterskiej, edukacyjnej, historyczno-naukowej oraz kulturowej. W homiliach wskazujemy na światło, które symbolizuje Chrystusa. Światło wiary jest z nami od samego początku chrztu Polski – od 966 roku.
Przed wakacjami podkreślamy ewangeliczną prostotę w codziennym życiu. Uwrażliwiamy dzieci i młodzież, aby czas letni spędzali w czystości serca i pokorze ducha. Wyjaśniamy przede wszystkim to, co dzisiaj zagłusza słowo Boże. Dzielimy się z wiernymi różnymi ziarnami i obdarzamy ich biblijnymi mottami. Przygotowujemy homilie wyjaśniające przypowieści: o siewcy, chwaście, zaczynie, perle, sieci, skarbie, winnicy. Następnie poruszamy zagadnienia o rozmnożeniu chleba, wierze Kananejki, symbolu kluczy Piotrowych, chrześcijańskim upomnieniu, umówieniu się z Chrystusem (denar za dzień), zaproszeniu na ucztę.
W homiliach ukazujemy kolejność Bożego działania. To jedna z możliwości odczytania powołania do głoszenia Ewangelii. Akcentujemy sens słów: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Błogosławiony Jan Paweł II często przypominał, szczególnie młodym, że „dar wolności jest nam dany i zadany”.
Pod koniec okresu zwykłego przypominamy w homilii wizerunek Błogosławionej Karoliny Kózkówny, akcentując, że otrzymała ona dar czystości i spotęgowała go chwałą męczeństwa. Jest patronką Ruchu Czystych Serc. Na końcu podkreślamy wiarę w Jezusa Chrystusa, która jest źródłem wszelkich dobrych uczynków. Już tu na ziemi powoli zdobywamy niebo i wierzymy w Jezusa Syna Bożego – tam będzie nam dane poznać Go takim, jakim jest.
Dzięki niej „Bibliotekę Kaznodziejską” będziesz otrzymywał regularnie, w specjalnej cenie i z bezpłatną wysyłką! Sprawdź, jakie dodatkowe korzyści przygotowaliśmy dla Prenumeratorów.