Polecamy
Przeciw banalizacji Jezusa
Gerhard Lohfink
KSIĄŻKA
44,90 zł 5,00 zł
Uroczystość Narodzenia Pańskiego
Homilia do dorosłych

Boże Narodzenie - od uczuć do zaangażowania

11/12/14 ks. Mariusz Pohl
Pasterka to chyba najbardziej podniosła i uroczysta Msza św. w ciągu całego roku. Wzruszenia związane z wieczerzą wigilijną, opłatkiem i nocnym wyjściem na Pasterkę poruszają nas do głębi i napełniają wielką radością. Przypominamy sobie szczęśliwe i beztroskie lata dzieciństwa, czujemy zapach prawdziwej świerkowej choinki i wigilijnych potraw, przypominamy sobie niepowtarzalny dreszczyk rozpakowywania prezentów. Wieczór wigilijny kojarzy nam się także z choinkowymi światełkami w kościele i na sklepowych wystawach, ciepłem i serdecznością przy stole. Te przeżycia i wspomnienia nie mają sobie równych.
Co sprawia, że Wigilia i Pasterka tak nas wzrusza? Odpowiedź znajdziemy w liturgicznych czytaniach, których przed chwilą wysłuchaliśmy. Ukazują nam one wielkość niezasłużonego daru Bożego i ogrom Bożej miłości. Wyraziła się ona przede wszystkim przez uniżenie Syna Bożego. Cała symbolika Bożego Narodzenia nawiązuje do tej pokory, prostoty i ubóstwa, w jakim Zbawiciel przyszedł na ziemię. Niczym na to nie zasłużyliśmy, a jednak Bóg przychodzi do nas z miłością, poświęceniem i ratunkiem.
Najlepiej oddaje to prorocka wizja Izajasza. Kiedyś, gdy nie było jeszcze takich iluminacji jak dziś, a na Pasterkę szło się nocą, często przez ciemny las i zaśnieżone pola, łatwo było sobie wyobrazić tę krainę ciemności, mroku i grzechu. Rozświetlony kościółek wyraźnie wskazywał drogę, a gdy wreszcie weszło się w krąg światła i ciepła bijący od ustawionej w pobliżu ołtarza szopki, człowieka ogarniała tkliwość i poczucie bezpieczeństwa. Figurki w stajence w niezwykły sposób ilustrowały to, co wydarzyło się przed wiekami w Betlejem. Bóg niczym nie chciał onieśmielić człowieka, nawet tego najbiedniejszego, więc dlatego sam stał się najbiedniejszy. Nie chciał stwarzać dystansu ani budować jakichkolwiek murów, więc każdy ma do Niego dostęp.
I właśnie ta bliskość, przystępność, brak jakiegokolwiek dystansu tak bardzo nas wzrusza. W bardzo osobisty i indywidualny sposób przeżywamy tę niezasłużoną bliskość. Bo wiemy, że my tacy nie jesteśmy. Lubimy się trochę wyeksponować, pochwalić, zadrzeć nosa do góry, pokazać innym, że nie dorastają do nas, że jesteśmy lepsi… A Jezus wręcz przeciwnie – uniża samego siebie. I właśnie tam, przed szopką, gdy wchodzimy jakby w rolę i pozycję dziecka, odczuwamy tę pokorę i miłość Syna Bożego bardzo mocno. To wzruszenie może nas nieco oczyścić z naszej próżności i pychy.
Ale Boże Narodzenie ma jeszcze swój historyczny i społeczny wymiar, wpisujący się w dzieje całej ludzkości. To nie jest tylko jakaś ckliwa historyjka, baśń czy mit, lecz fakt wpisany w konkretny kontekst polityczny, historyczny i kulturowy. Cezar August i Kwiryniusz to nie byli królewicze z bajki, lecz surowi władcy, twardo egzekwujący niesprawiedliwe ustawy, reprezentujący bezwzględną, okupacyjną politykę Rzymu. Z nimi nie było żartów. Nawet daleka podróż i zbliżający się poród biednej, młodej matki nie zwalniał od obowiązku spisowego. Trzeba było wyruszyć w uciążliwą i niebezpieczną drogę. Gdy przyszedł czas rozwiązania nie było miejsca w gospodzie. Powszechne odczucie niesprawiedliwości i upokorzenia związane ze spisem, tak zatwardziło ludzkie serca, że zabrakło współczucia i noclegu. Oto prawdziwe okoliczności i realia narodzenia się Bożego Syna – wcale nie takie sielankowe.
A jednak właśnie w takich okolicznościach przyszedł na świat Jezus. Obwieścili to aniołowie. I to wcale nie w świątyni wobec arcykapłanów czy w pałacu Heroda, ale na pustynnym pustkowiu. Adresatami orędzia byli prości ubodzy pasterze, ludzie nieokrzesani i szorstcy w obejściu. Ale to właśnie oni jako pierwsi przybyli do Betlejem z pokłonem i skromnymi darami. Uwierzyli w słowa aniołów, zaryzykowali pozostawienie owiec na pastwę dzikich zwierząt i natychmiast nocą wyruszyli w drogę. Objawienie anielskie potrafili przełożyć na język konkretu i praktycznych zastosowań. Wiedzieli, że młoda rodzina z niemowlęciem potrzebuje czegoś do zjedzenia, okrycia, może jakiejś pomocy – i z tym właśnie przyszli. Zamiast pustej, bezproduktywnej egzaltacji dali to, co było najbardziej potrzebne. W ten sposób uczą nas, że i my nie możemy poprzestać na samych wzruszeniach, lecz przejść do rzeczy, do czynu.
I dlatego dzisiaj też musimy jakoś odkryć, odczytać i zrealizować ten realistyczny i praktyczny wymiar Narodzenia Pańskiego. Nie wolno nam poprzestawać jedynie na uczuciach i świątecznej tradycji. Musimy pytać, do czego nas te święta wzywają i zobowiązują. Pewnej podpowiedzi udziela nam św. Paweł w swoim liście do Tytusa: mamy wyrzec się bezbożności i żądz światowych, a potem rozumnie, sprawiedliwie i pobożnie żyć na tym świecie. To już nie są uczucia i nastrój, lecz konkretne zadania, wcale nie takie łatwe do podjęcia. Ale miłość daje siłę, by to zrobić.
Najpierw jednak potrzebna jest wiara, która przekona nas, że to ma sens, że Boże Narodzenie jest prawdziwe. W wielu krajach już w to nie wierzą, zabraniają nawet używać tradycyjnej nazwy Christmas. I ludzie się temu poddają. Nie chce im się bronić sprawy, która nie ma już dla nich znaczenia. U nas na szczęście jeszcze ma. I dlatego musimy o tym zaświadczyć.
 
 
Dzięki niej „Bibliotekę Kaznodziejską” będziesz otrzymywał regularnie, w specjalnej cenie i z bezpłatną wysyłką! Sprawdź, jakie dodatkowe korzyści przygotowaliśmy dla Prenumeratorów.