Polecamy
Praktyczny przewodnik po przepisach prawa kościelnego
Ks. Jan Glapiak
KSIĄŻKA
16,90 zł 14,90 zł
Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych
Homilia do dorosłych

Żyjemy, ciągle się żegnając

11/12/14 ks. Artur Filipiak
Gdy dziś wspominamy naszych zmarłych, jest w tym coś bolesnego i pocieszającego zarazem. Z jednej strony każde rozstanie i pożegnanie boli. A drugiej strony ponieważ jesteśmy tu razem zgromadzeni na modlitwie pociesza nas, że nie jesteśmy sami z naszą żałobą czy smutkiem.
I któż nas tak odwrócił, że cokolwiek
czynimy, zawsze jesteśmy w pozycji
tego, kto odchodzi? Jak na ostatnim
wzgórzu, które znów mu całą dolinę
ukaże, odwraca się, staje, zwleka –
tak my żyjemy, ciągle się żegnając.
Rainer Maria Rilke, Elegie Duinejskie – Elegia VIII, przeł. Andrzej Lam
 
„Żyjemy, ciągle się żegnając”. Pożegnania stanowią nieodłączną część naszego życia. Można powiedzieć, że to takie małe śmierci – szczególnie bolesne, gdy przychodzi nam pożegnać ukochaną osobę, która odchodzi z tego świata. Czujemy wtedy, jakby coś umarło w nas samych. Niektórzy w takich sytuacjach wpadają w rozpacz, załamują się, tracą wiarę. Ból jest po ludzku zrozumiały, natomiast ważne, by przeżywać go po chrześcijańsku. Co to znaczy? Mamy prawo się smucić, ale jak ci, którzy mają nadzieję (por. 1 Tes 4,13). Nadzieję na to, że rozłąka jest przejściowa, że rozstanie z ukochaną osobą nie jest ostateczne. Miłość Boga jest silniejsza od śmierci. Dlatego mamy prawo ufać, że po każdym pożegnaniu nastąpi ponowne spotkanie. Że nasi zmarli żyją. Nie odeszli w pustkę, nie rozpłynęli się w nicości, ale są w ręku dobrego Boga.
Wszystkie te myśli w naturalny sposób rodzą się dziś w naszych głowach, gdy uczestniczymy we mszy świętej we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. To osobliwe święto. Mamy sobie dzięki niemu po raz kolejny i na nowo uświadomić, że istnieje łączność i więź między żyjącymi a zmarłymi lub – ujmując dokładniej istotę sprawy – między tymi, którzy pozostają jeszcze na ziemi, a tymi, którzy przeszli na drugą stronę życia. Odwiedzając w tych dniach cmentarze, wspominamy zmarłych z naszych rodzin, przyjaciół, sąsiadów, znajomych. Ludzi, którzy w jakiś sposób zapisali się w historii naszego życia. Cmentarze to miejsca, gdzie ich na jakiś czas pożegnaliśmy. Na jakiś czas, do-czasu – nie na zawsze! Cmentarze – wbrew temu, co zwykło się mówić – nie są miejscami wiecznego lecz do-czesnego spoczynku. Nasi zmarli będą na nich spoczywać do-czasu zmartwychwstania, a potem ich groby (i nasze przyszłe również) zostaną puste. Podobnie jak pusty pozostaje grób Jezusa, który jako pierwszy pokonał śmierć.
Cmentarze – miasta umarłych – są w tych listopadowych dniach wypełnione życiem. Obserwujemy prawdziwą wędrówkę ludu na cmentarze. Gromadzimy się wokół grobów naszych bliskich, rozmawiamy, odmawiamy krótką modlitwę, dzielimy się wspomnieniami, które zachowały się w naszej pamięci. Pamięć, to być może najważniejsze słowo tego czasu zadumy. Jak długo o kimś pamiętam, nie pozwalam mu odejść. Czasem tak się mówi: zmarli żyją w naszej pamięci. A co z tymi, o których już nikt nie myśli, bo nie mają żyjących krewnych albo zmarli dawno temu? Pamięta o nich Bóg – Ktoś, kto nigdy nie zapomina. Pamięta też o nich wspólnota Kościoła, która w czasie każdej mszy świętej modli się za zmarłych. A dziś chcemy pamiętać o nich w sposób szczególny i na nowo uświadomić sobie, że wszystkie pokolenia, które żyły przed nami, w realny sposób należą do tej wspólnoty. I pragniemy kolejny raz uprzytomnić sobie, że Ten, który nas tu zgromadził – Jezus Chrystus – ostatecznie złamał potęgę śmierci przez swoje zmartwychwstanie. To przypomnienie też jest nam potrzebne. Wpatrujemy się w Jezusa, który pokazał, jak pięknie i godnie żyć. Przywołujemy dziedzictwo, które pozostawili nam nasi drodzy zmarli. Dzięki temu wiemy, jak kształtować nasze tu i teraz, by mieć udział w pełni życia, kiedy przyjdzie się nam pożegnać z tym światem i przejść do innego.
Gdy dziś wspominamy naszych zmarłych, jest w tym coś bolesnego i pocieszającego zarazem. Z jednej strony każde rozstanie i pożegnanie boli. A drugiej strony – ponieważ jesteśmy tu razem zgromadzeni na modlitwie – pociesza nas, że nie jesteśmy sami z naszą żałobą czy smutkiem. Możemy je dzielić ze wspólnotą wierzących, z siostrą i bratem, który w tym momencie jest obok. To daje pociechę, ponieważ łączy nas nadzieja i wiara, że więź z naszymi bliskimi zmarłymi – zerwana chwilowo przez śmierć – zostanie któregoś dnia ostatecznie przywrócona. Że będziemy mogli się razem z nimi cieszyć życiem bez końca w Bogu. Życiem, które nie zna już żałoby ani smutku, rozstania ani pożegnań.