Polecamy
Mesco dux Polonie baptizatur
Rada Społeczna przy Arcybiskupie Metropolicie Poznańskim
KSIĄŻKA
30,00 zł 25,50 zł
FORUM HOMILETYCZNE

Kościół Franciszka - mój Kościół

28/04/14 ks. Krzysztof Pawlina
13 marca 2014 minął rok od wyboru papieża Franciszka. Zamieszczamy poniżej konferencję wygłoszoną 9 marca 2014 roku przez ks. prof. dr hab. Krzysztofa Pawlinę, rektora Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie podczas rekolekcji „Społeczeństwo myślące” w kościele Wszystkich Świętych w Poznaniu.
 
Eklezjologia jest nauką teologiczną o Kościele. Dlatego też mówiąc o eklezjologii papieża Franciszka, spodziewamy się jakiejś wykładni Kościoła obecnie działającego. Papież Franciszek nie zajmuje się teoretyczną refleksją nad Kościołem, ale raczej stara się przez swoją posługę urzeczywistniać Kościół. Dzięki jego aktywności Kościół „wydarza się”, a my możemy mieć poczucie bycia Kościołem.
W nauczaniu papieża Franciszka pojawiają się trzy obrazy Kościoła. Są one jakby dominantą Jego podejścia do eklezjologii. Pierwszy, to obraz kobiety pochylonej. Święty Łukasz mówi o kobiecie, która „od osiemnastu lat miała ducha niemocy”, była pochyloną i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Papież używa tej ewangelicznej postaci do zobrazowania stanu choroby Kościoła skupionego na sobie. To Kościół pochylony, ale nie pochylony przed kimś, lecz raczej „pochylony nad sobą” – Kościół zajęty samym sobą. Drugi obraz Kościoła, to obraz utraty nadziei, obraz uczniów idących do Emaus. Użył go papież chcąc pokazać, że dziś wewnątrz Kościoła następuje utrata nadziei. Towarzyszy jej pewnego rodzaju zmęczenie, rozczarowanie. I wreszcie trzeci obraz, to obraz miłosiernego samarytanina. Jest to Kościół – który pochyla się nad człowiekiem, który znalazł się na marginesie życia społecznego.
 
 
Franciszek wzywa do wyjścia
 
Tych trzech ewangelicznych obrazów używa papież Franciszek, by zaprezentować Kościół „otwartych drzwi”. W tym miejscu przychodzą nam na myśl pamiętne słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II: „Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi”. Było to wezwanie do otwarcia drzwi, aby Jezus mógł wejść do środka w różne przestrzenie naszego życia. Jednak wołanie papieża Franciszka o „otwarcie drzwi” ma nieco inne znaczenie – chodzi o otwarcie drzwi Kościoła, aby Chrystus mógł wyjść na zewnątrz. Papież wzywa do wyjścia – mówiąc: „Kościół, który nie wychodzi na zewnątrz, wcześniej czy później zaczyna chorować z powodu zaduchu, jaki panuje w zamkniętych pomieszczeniach”.
Kościołowi statecznemu, troszczącemu się o zabezpieczenie tego co ma, przeciwstawia papież Kościół, który powinien otworzyć się i wyjść na zewnątrz. Istnieje jednak ryzyko, że takiemu Kościołowi, który wychodzi na zewnątrz może przytrafić się wypadek, tak jak każdej osobie wychodzącej na ulicę. Odpowiadając na tę wątpliwość Franciszek stwierdził: „Tysiąc razy wolę Kościół po wypadku, niż Kościół chory”.
Typowymi chorobami zamkniętego Kościoła jest skoncentrowanie się na samym sobie, pochylanie się nad samym sobą, wpatrywanie się w samego siebie. Ten stan zamknięcia, zaryglowania od środka jest przecież Kościołowi znany. Przed Pięćdziesiątnicą Kościół trwał w Wieczerniku zamknięty „z obawy”.
 
 
Ecclesia semeper reformanda
 
Po Soborze Watykańskim II dominowało w eklezjologii nastawienie antropologiczne. Wyrażane ono było w stwierdzeniu – drogą Kościoła jest człowiek. To określenie stało się wiodące dla duszpasterstwa. Tę wizję wzmocniła personalistyczna koncepcja Jana Pawła II.
Za pontyfikatu Benedykta XVI nastąpiło przesunięcie akcentów. Nie umniejszając nic z antropologii, wzmocniono teocentryzm. Papież Benedykt XVI powiedział: „Musimy odważyć się na nowo na eksperyment z Bogiem. Bóg ma znowu znaleźć się na pierwszym miejscu. Drogą Kościoła jest miłość”.
Papież Franciszek wprowadza natomiast nowe spojrzenie, które można streścić w stwierdzeniu: „zadaniem Kościoła jest wyjście ku”. Bardzo często papież Franciszek podkreśla słowo: „wyjście”. To zachęta do rozpoczęcia jakiegoś procesu, jakiegoś działania.
Innym słowem kluczem w mówieniu papieża o Kościele jest słowo „ruch”. Ruch, który powinien ożywiać Kościół. Ruch ten oddają trzy czasowniki – „iść, budować, wyznawać”. Pierwszy z nich opisuje wędrowanie w obliczu Boga. Drugi – to wezwanie do budowania na fundamencie, jakim jest Chrystus. Trzeci odnosi się do ogołocenia się z ducha światowości.
Ruch jest potrzebny, ponieważ kiedy nie idziemy, to stajemy. Kościół jak jego Zbawiciel jest w drodze, ponieważ jest posłany do tych, którzy się źle mają. Trzeba iść z Chrystusem aż na peryferie – nawołuje Franciszek. „Peryferie”, to kolejne pojęcie, które zajmuje ważne miejsce w papieskim nauczaniu.
Benedykt XVI stwierdził: „Wiele osób żyje na pustyni. Pustynia posiada kilka form. Istnieje pustynia nędzy, pustynia głodu i pragnienia, pustynia porzucenia, samotności i zniszczonej miłości”. Istnieje też pustynia ciemności Boga, wypalenia duszy, gdzie zanika świadomość godności człowieka. Trzeba tam pójść.
 
 
Trzeba wyjść na peryferie
 
Z kolei papież Franciszek używa metafory peryferii. Mówi: trzeba wyjść na peryferie, tam gdzie jest cierpienie, rozlew krwi, ślepota. Termin „peryferie” nie pojawił się niespodziewanie. Używał tego określenia Jorge Bergoglio jako pasterz swojej diecezji. W notatkach z jego przemówienia wygłoszonego podczas konklawe czytamy, że „Kościół jest wezwany do tego, aby wyszedł na zewnątrz i skierował swe kroki na peryferie. Nie tylko te geograficzne, ale także egzystencjalne: peryferie tajemnicy grzechu, bólu, niesprawiedliwości, ignorancji; peryferie wszystkich rodzajów biedy”. Jako papież użył po raz pierwszy pojęcia „peryferie” podczas Mszy Krzyżma Świętego w Wielki Czwartek. Od tego czasu pojęcie „peryferie” stale towarzyszy papieskiemu nauczaniu.
Pojęcie „peryferie” można rozumieć w trojaki sposób. Po pierwsze – peryferie to miejsca i ludzie, gdzie nie ma Boga. Trzeba tam iść, aby Go zanieść. Po drugie istnieją tak zwane „peryferie egzystencjalne”. Obejmują one bardzo różnorakie doświadczenia, które sytuują się w obszarach takich jak: bieda materialna, ubóstwo duchowe, samotność, smutek, choroba, więzienie, cierpienie, obojętność, ignorancja, ból itd. Po trzecie można rozumieć pojęcie „peryferie” w sensie teologicznym. Określa się nim wszelkie sytuacje, „gdzie wierni są najbardziej narażeni na napaść tych, którzy pragną ograbić ich z wiary”. To ograbianie nie musi się dokonywać jako bezpośredni atak na wiarę, przekonania religijne czy walkę z Kościołem. Owo „ograbianie” dokonuje się o wiele bardziej i o wiele częściej wówczas, gdy jakiekolwiek negatywne doświadczenia rzutują na postawy religijne i skutkują zwątpieniem w otrzymane zbawienie.
A jeszcze głębiej – „peryferie”, to stan braku nadziei, peryferie to stan utraty wiary. Papież Franciszek podpowiada: Kościół musi tam iść z Chrystusem.
Ostatni papieże są papieżami wyjścia i ewangelizacyjnej ofensywy. Jeden każe wyjść na pustynię ludzkiej egzystencji, drugi na peryferia życia. Wydaje się, że obaj noszą w sobie tę samą soborową wizję świata: „Boga, który chce wejść w ten świat”.
 W tym momencie warto przypomnieć wołanie Jana Pawła II, który mówił o wyjściu na drogi świata. Wszystkim tym ostatnim papieżom bliska jest również ta sama wizja Kościoła, który jest posłany, by przemieniać ten świat od środka. Słowami kluczami ułatwiającymi zrozumienie koncepcji wyjścia Kościoła są następujące słowa: opieka, troska, straż.
 
 
Potrzebna jest bliskość
 
Istotną kategorię w eklezjologii papieża Franciszka stanowi „bliskość”. Wspomniane obrazy Kościoła – miłosiernego Samarytanina oraz uczniów będących w drodze do Emaus – mówią o „bliskości w drodze”, o „Panu, który się do nas zbliża”, kiedy jest nam źle i niesie na ramionach do najbliższego schronienia. O bliskości, jaką powinien odznaczać się Kościół papież Franciszek mówi w następujący sposób: „Bliskość jest potrzebna, by mogły być głoszone: słowo, sprawiedliwość, miłość w tak doskonały sposób, by odpowiedzią na nie była postawa wiary. Spotkanie, nawrócenie, jedność, komunia i solidarność wymagają „bliskości” jako konkretnego ewangelicznego kryterium”.
Doświadczanie bliskości Kościoła, który mówi o bliskości zbawiającego Chrystusa, stanowi warunek ewangelizacji. Bez bliskości, zdaniem Papieża, my jako Kościół stajemy się jedynie „członkami organizacji pozarządowej czy wyznawcami międzynarodowego koncernu”.
Kościół nie może utracić tego, co jest jego istotą – obecny w Nim Chrystus towarzyszy ludziom, jest z nimi w ich egzystencjalnych doświadczeniach.
Mówiąc o stylu duszpasterskim papież przestrzega przed lansowaniem duszpasterstwa „odległego”, pozbawionego bliskości, czułości, bez serdeczności. Od tego typu duszpasterstwa można oczekiwać najwyżej jakiegoś wymiaru prozelityzmu, ale nigdy nie prowadzi ono do włączenia w Kościół. Bliskość natomiast tworzy komunię i przynależność, umożliwia spotkanie i tworzy kulturę spotkania. W obraz bliskości wpisuje się postać Kościoła jako Matki, która uczy nas dobrze przejść przez życie. Ale kiedy dzieci dorastają i usamodzielniają się, to czasami się gubią. Jednak Matka w każdej sytuacji zachowuje cierpliwość, towarzyszy dziecku, a kiedy popełnia błędy stara się je zrozumieć. Kościół jest miłosierną Matką. Nie osądza, lecz daje Boże przebaczenie.
Papież Franciszek przestrzega Kościół też przed tak zwaną „duchową doczesnością”. Chodzi tutaj o to, że jesteśmy przyzwyczajeni do duszpasterstwa dość statycznego i w dużej mierze zbiurokratyzowanego. Wyraża się ono w konkretnych normach, przepisach, nakazach. Papież niejednokrotnie podaje takie duszpasterstwo w wątpliwość, nazywając je klerykalizacją Kościoła. Punktem wyjścia tej krytyki jest dla niego postawa faryzeuszów – „To oni przesądzali o bliskości Boga wędrującego ze swoim ludem, o tym, który stał się człowiekiem, by być jednym z nas i wędrować. Przefiltrowali przez swoje tradycje, zrobili z niego ideę, z tej prawdy zrobili zwykłe przekonanie i oddalili Boga od ludzi”. Papież nazywa taką postawę „duchową doczesnością”, która cechuje tych, którzy są „kontrolerami wiary”. „Myślę – mówi Franciszek – że wielokrotnie Jezus puka od środka, abyśmy pozwolili mu wyjść. Kościół zachowuje się jakby pragnął zamknąć Jezusa wewnątrz i nie pozwolił mu wyjść”.
 
 
Kościół przekazujący wiarę
 
Z homilii wygłoszonych w latach, gdy Franciszek był arcybiskupem Bue-nos Aires i z wywiadów udzielonych przed kilkoma laty, wyłania się obraz człowieka, który przejęty jest nie tyle losem Kościoła, co człowieka. Nawiązując do Ewangelii Łukasza stwierdził: „Biada wam uczeni w piśmie, bo wzięliście klucz poznania”. Papież ponadto powiedział: „Pan Jezus przebywający w Kościele nie może wydostać się na zewnątrz. To obraz zamknięcia, obraz tych chrześcijan, którzy mają klucze, ale zabierają je ze sobą, nie otwierając drzwi. Nawet gorzej – dodał Franciszek – zatrzymują się w drzwiach i nie pozwalają innym wejść do środka, sami też nie wchodzą. To postawa braku świadectwa chrześcijańskiego, którą Franciszek określił słowami: „klucz w kieszeni i drzwi zamknięte”. Kościół, który zamyka się w sobie i w przeszłości zdradza swoją tożsamość.
Wizja duszpasterska papieża Franciszka polega na przejściu od Kościoła „porządkującego wiarę” do Kościoła „przekazującego i dającego wiarę”. Papież mówił o konieczności przeorientowania naszego duszpasterstwa. Stwierdził, iż należy „zmienić zamknięty model działalności ewangelizacyjnej, który ogranicza się do tego, co już było, a w jego miejsce stworzyć Kościół otwartych drzwi”.
Mówił też o tak zwanym „nawróceniu pastoralnym”. Rozumie on przez to pojęcie zrównoważenie wysiłków Kościoła. Kościół większość sił poświęca tym, którzy do niego przychodzą. Papież sugeruje, aby te siły podzielić. Połowę z nich zadedykować tym, których nie ma w Kościele. Nawrócenie pastoralne oznacza też zmniejszenie biurokracji na rzecz budowania bliskości. Oznacza także przesunięcie akcentów z moralizatorstwa na miłosierdzie.
Pojawiają się pytania i wątpliwości co do eklezjologii Franciszka. Czy papież nie odcina się od tego, co jest w Kościele od wieków? Franciszek jednak powiedział wprost: teologicznych prawd, objawionych i przekazanych, nie podważymy, to nasze dziedzictwo. Nad dziedzictwem nie dyskutujemy.
Udzielanie na podstawie otrzymanego dziedzictwa prawidłowych odpowiedzi na nowe pytania współczesności wymaga czasu. Przyznaję, że rytm odpowiedzi może nie nadążyć za szybkością zmian społecznych.
 
 
Leczenie ran i rozgrzewanie serc
 
To, czego Kościół potrzebuje dziś, to leczenie ran i rozgrzewanie serc wiernych. Pasterze Kościoła powinni stać się szafarzami miłosierdzia. Reformy organizacyjne i strukturalne są drugorzędne, to znaczy mogą nastąpić później. Pierwsza reforma powinna dotykać nastawienia. Głosiciele Ewangelii powinni być osobami zdolnymi do ogrzania serc innych osób, do wchodzenia w ich noc, by móc z nimi rozmawiać, ale także by wejść w ich ciemność, nie zatracając siebie samych.
Lud Boży chce pasterzy, a nie funkcjonariuszy lub urzędników. Kościół najbardziej potrzebuje dziś umiejętności leczenia ran, okazywania bliskości. Nie ma sensu pytać się ciężko rannego, czy ma wysoki poziom cholesterolu bądź cukru. Trzeba leczyć jego rany. Później zajmiemy się resztą. To wyjaśnienie dla tych, którzy pytają, czy zasady w sprawach moralnych jeszcze obowiązują.
 
 
Uniwersalny czyli Chrystusowy
 
Kościół, który się dzieje, który się wydarza wymaga zmiany mentalności. Mówimy o Kościele katolickim jako Kościele uniwersalnym. Przez lata przyzwyczailiśmy się do myślenia, że uniwersalny to europejski – tylu przecież papieży pochodziło z Włoch, a ostatni dwaj, Polak i Niemiec, też byli Europejczykami. Wszystko co do nas mówili było zrozumiałe w kontekście małego fragmentu świata, jakim jest Europa.
Duch Święty na konklawe wskazał na Jorge Bergoglio. Kulturę europejską zastąpiła latynoska. Kiedy coś nam nie pasuje z nauczania papieża Franciszka mówimy – to inne doświadczenie kulturowe i trzeba mieć do tego dystans. A co mówili mieszkańcy innych kontynentów po wyborze Karola Wojtyły? Papież spoza muru berlińskiego, z tej części Europy, gdzie dominował komunizm – czy on może zrozumieć Zachód, demokrację, wolny świat? A czy nie buntował się Kościół Ameryki Łacińskiej, gdy trzeba było skonfrontować teologię wyzwolenia z papieskim nauczaniem? Kościół jest uniwersalny – być może Bóg daje nam papieża z innego kręgu kulturowego, aby zrozumieć, że Kościół Chrystusowy to nie tylko nasz Kościół, europejski, amerykański czy argentyński. Kościół uniwersalny nie jest Kościołem papieży – Jana Pawła II, ani Benedykta XVI, ani Franciszka – Kościół jest Chrystusowy. Stąd mając Jego namiestnika na ziemi uczymy się czytać znaki czasu, abyśmy nie zamknęli Kościoła dla siebie, ale go otworzyli dla Chrystusa i dla tych, którzy Go szukają.
 
 
Franciszek a postmodernistyczna filozofia
 
Chciałbym wspomnieć jeszcze o jednej sprawie. W filozofii postmodernistycznej nie ma dyskursu logicznego, jakiegoś systemu, struktury. Nie jest to filozofia systematyczna. Benedykt XVI chciał uczestniczyć w dyskursie ze światem postmodernistycznym. Czuł, że ogromnej rzeszy ludzi w ogóle nie interesuje Bóg, transcendencja, chrześcijańska cywilizacja. Zaczął ich swoim logicznym, precyzyjnym wykładem niejako prowokować. Świat jednak nie chciał podjąć z nim dialogu.
Choć nie było widocznych rezultatów tej strategii, to jednak pozostał szacunek dla wielkiego teologa, którego sposób myślenia – systematyczny, racjonalny, logiczny nie został podjęty przez świat zsekularyzowany. Te dwa światy pozostały obok siebie.
Natomiast papież Franciszek, jak wydaje się, może być doskonale rozumiany przez wyznawców postmodernizmu. Jego wystąpienia są krótkie, tekstów nie trzeba składać w system, trafiają w mentalność zsekularyzowanego świata. Budzą zainteresowanie, choć jeszcze nie wiadomo czy staną się przedmiotem refleksji. Co więcej – odnosi się wrażenie jakby papież Franciszek tym światem bez Boga specjalnie się interesował. On mówi to, co chce powiedzieć i specjalnie nie prosi o dialog. Drugą stronę to intryguje – chociażby w takich stwierdzeniach – kim ten wasz Papież jest, albo – ciekawy człowiek, mówi interesująco.
Być może, że opasłe książki zawierające nauczanie ostatnich dwóch papieży wystarczą. Jak wydaje się teraz potrzeba życia zamiast teoretycznego opisu. Nie tyle eklezjologii co wydarzenia Kościoła. My jesteśmy przyzwyczajeni do systematycznego wykładu Magisterium Kościoła w postaci dokumentów – a być może przyszedł czas innego sposobu nauczania Kościoła. Bardziej pastoralnego niż teologicznego.
Zmiana spojrzenia na sposób nauczania papieża Franciszka nie tyle jest jego sprawą co naszą. Być może zmiana mentalności wymaga tego, by zamiast dokumentu otrzymać konkretne krótkie zalecenia. Dokumenty można cytować, zalecenia trzeba stosować. To jest znacząca różnica. Realizować zamiast cytować papieża.
Być może Jan Paweł II i Benedykt XVI byli dani Kościołowi po to, aby zadbać o wierność depozytu, który Kościół ma do przekazania następnym pokoleniom. Papież Franciszek zaś – by wzmocnić zapał w dzieleniu się tym depozytem z tymi, którzy go jeszcze nie znają.
 
 
 
Dzięki niej „Bibliotekę Kaznodziejską” będziesz otrzymywał regularnie, w specjalnej cenie i z bezpłatną wysyłką! Sprawdź, jakie dodatkowe korzyści przygotowaliśmy dla Prenumeratorów.