Polecamy
Pierwsza Komunia z białą kokardą Best
seller
ks. Jan Twardowski
KSIĄŻKA
24,90 zł 20,90 zł
FORUM HOMILETYCZNE

Czego chce nas nauczyć papież Franciszek?

11/12/14 ks. Maciej K. Kubiak
Z wielką radością przyjąłem właściwe – jak podkreślił abp Celestino Migliore, nuncjusz apostolski w Polsce – tłumaczenie adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium papieża Franciszka, zaprezentowane 19 grudnia 2013 roku w Warszawie, w siedzibie Katolickiej Agencji Informacyjnej. Nuncjusz apostolski stwierdził podczas prezentacji, że adhortacja jest drugim, po encyklice Lumen fidei, ważnym dokumentem Franciszka i nosi na sobie jasne i zdecydowane znamię nowego papieża. Arcybiskup Migliore zwrócił też uwagę na metodologię, którą przyjął biskup Rzymu przy pisaniu adhortacji. Zdaniem nuncjusza, jest to metodologia, według której papież mówi też swoje homilie. Punktem wyjścia jest przedstawienie elementu pozytywnego i ogłaszanie radości Ewangelii, a dopiero potem wyrażanie krytycznych opinii na temat kondycji społecznej i moralnej naszych czasów. Biadolenia na temat zła, które nas otacza, są dla papieża Franciszka naruszeniem cierpliwości i praw wiernych, bo to czyni z nas ofiarę i nie pozwala zobaczyć prawdy oraz blokuje spojrzenie samokrytyczne, uznanie naszej odpowiedzialności i naszych ograniczeń – dodał arcybiskup Migliore podczas prezentacji Evangelii gaudium.
Radość Ewangelii
 
Zanim przejdziemy do omówienia tej części adhortacji, która najbardziej powinna zainteresować duszpasterzy głoszących kazania i homilie oraz wszystkich zaangażowanych w głoszenie słowa Bożego, przypomnijmy, że papieski dokument rozpoczyna się od słów: „Radość Ewangelii (stąd jego łaciński tytuł Evangelii gaudium), napełnia serce oraz całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem”. Papież rozwija w swojej pierwszej adhortacji temat głoszenia Ewangelii w dzisiejszym świecie, wykorzystując do tego między innymi wkład Synodu Biskupów z października 2012 roku, poświęconego nowej ewangelizacji. Jak podkreślił abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, podczas watykańskiej prezentacji adhortacji, 26 listopada 2013 roku, Franciszek odnosi się wielokrotnie do Propositiones zebranych podczas Synodu, ukazując, że wkład synodalny był ważnym punktem odniesienia przy redagowaniu tej adhortacji. Jej tekst jednak wychodzi poza doświadczenie Synodu. „Papież odbija na tych stronicach nie tylko własne doświadczenie duszpasterskie z poprzednich lat, ale przede wszystkim swoje wezwanie, by wykorzystać moment łaski, jaki Kościół przeżywa, i podjąć z wiarą, przekonaniem oraz entuzjazmem nowy etap drogi ewangelizacji” – dodał abp Fisichella.
Trzeba zauważyć, że synodalne Propositiones Franciszek cytuje w adhortacji 27 razy, ale odnosi się też stale do Ojców Kościoła, teologów i pisarzy, w tym także Georgesa Bernanosa. Często przytacza dokumenty swych poprzedników na Stolicy Piotrowej, w tym najczęściej – 13 razy – adhortację apostolską Pawła VI Evangelii nuntiandi oraz dokumenty episkopatów, zwłaszcza Ameryki Łacińskiej. Warto też dodać, że zawarte w tytule nowej adhortacji słowo gaudium – „radość” występuje w całym tekście aż 59 razy.
 
 
Przeobrażenie Kościoła
 
Dokument składa się z pięciu rozdziałów, które są poprzedzone trzema punktami o charakterze wprowadzającym. W adhortacji, której podtytuł brzmi „O głoszeniu Ewangelii w dzisiejszym świecie” papież proponuje „Misyjne przeobrażenie Kościoła” (taki tytuł nosi pierwszy rozdział dokumentu), wskazując mu „drogę duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia” (por. Evangelii gaudium, 25-33) i zachęcając, by był w „permanentnym stanie misji” (tamże, 25; to jedno z wielu bezpośrednich nawiązań do Dokumentu z Aparecidy, V Konferencji Ogólnej Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów z 2007 roku).
Podejmując temat duszpasterskiego nawrócenia, Franciszek dodaje: „Ponieważ jestem wezwany, by żyć tym, o co proszę innych, muszę również myśleć o nawróceniu papiestwa. Jako biskup Rzymu, powinienem pozostać otwarty na sugestie dotyczące sprawowania mojej posługi, aby uczynić ją bardziej wierną znaczeniu, jakie Jezus Chrystus chciał jej nadać, oraz aktualnym potrzebom ewangelizacji. Papież Jan Paweł II poprosił o pomoc w znalezieniu «takiej formy sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację» (Ut unum sint, 95). Niewiele poczyniliśmy w tym kierunku. Także papiestwo oraz centralne struktury Kościoła powszechnego muszą wsłuchiwać się w wezwanie do nawrócenia duszpasterskiego” (Evangelii gaudium, 32). Papież postuluje też większe dowartościowanie konferencji episkopatów.
W kolejnej części pierwszego rozdziału biskup Rzymu nazywa Kościół „Matką o otwartym sercu”, która ma „wyjść ku innym, aby dotrzeć do ludzkich peryferii” (tamże, 46), a następnie dodaje, że jest on [Kościół] „powołany, aby zawsze był otwartym domem Ojca. Jednym z konkretnych znaków tego otwarcia jest to, aby wszędzie kościoły miały otwarte drzwi. By jeśli ktoś pragnie iść za natchnieniem Ducha i zbliża się, szukając Boga, nie napotkał chłodu zamkniętych drzwi. Ale są jeszcze inne drzwi, które także nie powinny się zamykać. Wszyscy mogą w jakiś sposób uczestniczyć w życiu Kościoła; wszyscy mogą należeć do wspólnoty, i nawet drzwi sakramentów nie powinno się zamykać z byle jakich powodów. Odnosi się to przede wszystkim do sytuacji, w której chodzi o ten sakrament, który jest «bramą» – o chrzest. Eucharystia, chociaż stanowi pełnię życia sakramentalnego, nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych. Przekonania te mają również konsekwencje duszpasterskie, nad którymi powinniśmy się zastanowić z roztropnością i odwagą. Często zachowujemy się jak kontrolerzy łaski, a nie jak ci, którzy ją przekazują. Kościół jednak nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego trudnym życiem” (tamże, 47).
W rozdziale drugim, zatytułowanym „W kryzysie zaangażowania wspólnotowego” Franciszek zajmuje się najpierw analizą kluczowych zjawisk kulturowych, charakteryzujących współczesne społeczeństwo, a następnie ostrzega przed zagrożeniami, które przed tym społeczeństwem stoją, takimi jak na przykład bałwochwalstwo pieniądza. Następnie zwraca uwagę na pokusę jałowego pesymizmu czy światowości, z którymi mogą się zmagać ludzie zaangażowani w duszpasterstwo. Trzeba koniecznie zwrócić uwagę na papieską zachętę do dowartościowania w misji Kościoła roli osób świeckich, w tym także kobiet. Franciszek prosi, aby nie zapominać, że kapłaństwo jest służebne, a „w Kościele funkcje nie stanowią o wyższości jednych nad drugimi” (tamże, 104) i „kobieta Maryja jest ważniejsza od biskupów” (tamże).
 
 
Społeczny wymiar ewangelizacji
 
Trzeci rozdział – który zostanie szerzej omówiony w dalszej części tego opracowania – poświęcony jest w całości głoszeniu Ewangelii. W rozdziale czwartym Franciszek zwraca uwagę na społeczny wymiar ewangelizacji, włączanie ubogich w społeczeństwo, troskę o dobro wspólne i dialog jako wkład na rzecz pokoju. Wskazuje przy tym na ewangelizacyjne znaczenie dialogu ekumenicznego: „zaangażowanie na rzecz jedności, ułatwiającej przyjęcie Jezusa Chrystusa, przestaje być czystą dyplomacją lub działaniem pod przymusem, lecz przemienia się w nieodzowną drogę ewangelizacji” (tamże, 244). W tej części adhortacji papież przypomina też o pilnej potrzebie dialogu międzyreligijnego, zwłaszcza z Żydami i muzułmanami, jak też z agnostykami czy niewierzącymi (tamże, 247-258). W ostatnim – piątym rozdziale adhortacji Evangelii gaudium papież Franciszek przedstawia kilka refleksji odnoszących się do ducha nowej ewangelizacji (tamże, 259-283). Dokument kończy modlitwa do Maryi, Matki ewangelizacji, w której biskup Rzymu prosi: „Gwiazdo nowej ewangelizacji, pomóż nam zajaśnieć świadectwem komunii, służby, żarliwej i ofiarnej wiary, sprawiedliwości i miłości do ubogich, aby radość Ewangelii dotarła aż po krańce ziemi, i żadne peryferie nie zostały pozbawione jej światła. Matko żywej Ewangelii, źródło radości dla maluczkich, módl się za nami” (tamże, 288).
 
 
Dla kogo ta adhortacja?
 
Duszpasterz środowisk twórczych archidiecezji warszawskiej, ks. Grzegorz Michalczyk, zwrócił uwagę podczas wspomnianej na wstępie prezentacji, że pierwszym zadaniem każdego z nas powinno być uświadomienie sobie, że adhortacja Evangelii gaudium jest dla nas, a jej słowa dotyczą całego duszpasterstwa Kościoła w Polsce. Nawiązując do tych słów chciałbym podkreślić z naciskiem, że adhortacja Evangelii gaudium w wielu punktach jest skierowana przede wszystkim do nas – kaznodziejów, homilistów i homiletów, proboszczów i wikariuszy – wszystkich zaangażowanych w głoszenie słowa Bożego, które przecież wciąż pozostaje fundamentem wszelkich działań duszpasterskich Kościoła w Polsce i na świecie – w diecezjach i w parafiach. A skoro, zdaniem papieża, „parafia musi zachować zdolność do nieustannego reformowania się” (Evangelii gaudium, 28), by nie stała się strukturą ociężałą, odseparowaną od ludzi albo grupą wybranych zapatrzonych w samych siebie (por. tamże), musimy poszukać odpowiedzi na kilka pytań: Co powinniśmy zmienić („zreformować”, jak pisze Franciszek) w naszym duszpasterstwie i kaznodziejstwie, w języku i sposobie komunikowania orędzia? Jak praktycznie możemy zastosować słowa papieża z jego najnowszego dokumentu?
 
 
Głoszenie Ewangelii
 
Odpowiedzi na postawione wyżej pytania znajdziemy w trzecim, najbardziej nas interesującym rozdziale, adhortacji papieża Franciszka, do którego omówienia teraz przejdziemy. Nie biadoląc na temat zła, które nas otacza, spróbujmy zobaczyć najpierw prawdę, a następnie, uznając naszą odpowiedzialność i nasze ograniczenia, poszukajmy w treści adhortacji praktycznych wskazówek do naszego duszpasterstwa i kaznodziejstwa. Sam Franciszek przestrzega nas, by jego słowa nie pozostały „tylko przedmiotem komentarzy bez praktycznego odniesienia” (Evangelii gaudium, 201) i zachęca do pełnego ufności otwarcia i dyspozycyjności we wspólnotowym szukaniu nowych dróg (por. tamże).
Proponuję więc wspólną refleksję czytelników „Biblioteki Kaznodziejskiej” nad papieską adhortacją, a zwłaszcza tymi jej częściami, które bezpośrednio dotyczą głoszenia słowa Bożego. Ciekawe głosy czytelników na ten temat chętnie opublikujemy na łamach naszego miesięcznika. Punktem wyjścia do naszej refleksji, a może i szerszej dyskusji, niech staną się poniższe stwierdzenia.
 
 
Priorytetowe zadanie
 
Po rozważeniu niektórych wyzwań związanych z obecną rzeczywistością, papież otwiera trzeci rozdział adhortacji przypomnieniem fundamentalnego zadania, jakie ciąży na wszystkich uczniach Chrystusa w każdej epoce i miejscu: „«nie może być autentycznej ewangelizacji bez wyraźnego głoszenia, że Jezus jest Panem» oraz bez «prymatu głoszenia Jezusa Chrystusa w każdej działalności ewangelizacyjnej»” (tamże, 110). Nawiązując do adhortacji apostolskiej Jana Pawła II z 1999 roku Ecclesia in Asia Franciszek stwierdza, że ewangelizacja rozumiana jako „radosne, cierpliwe i stopniowe przepowiadanie zbawczej śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa powinna być waszym absolutnym priorytetem” (tamże). To priorytetowe zadanie jest zlecone przez Chrystusa całemu Kościołowi, czyli całemu ludowi zmierzającemu ku Bogu (por. tamże 111). „Bycie Kościołem – podkreśla biskup Rzymu – oznacza bycie Ludem Bożym, zgodnie z wielkim planem miłości Ojca. Pociąga to za sobą bycie zaczynem Bożym pośród ludzkości. Oznacza to głoszenie i niesienie Bożego zbawienia w ten nasz świat, który często się gubi, potrzebuje odpowiedzi zachęcających, dających nadzieję, nowe siły, by podążać w drodze. Kościół powinien być miejscem bezinteresownego miłosierdzia, w którym wszyscy mogą się czuć przyjęci, kochani, w którym mogą doświadczyć przebaczenia i być zachęceni do życia zgodnego z Ewangelią”.
Jeśli zatem myślimy o reformowaniu naszych parafii i naszego duszpasterstwa, zgodnie z propozycjami papieża Franciszka, musimy spojrzeć na nie w świetle powyższych słów. Czy nasze parafie, w których pełnimy posługę duszpasterską i w których głosimy słowo Boże są miejscami bezinteresownego miłosierdzia, w których wszyscy czują się przyjęci, kochani, doświadczają przebaczenia. Jeśli spełniony zostaje ten warunek, dopiero możemy zacząć mówić o zachęcaniu do życia zgodnego z Ewangelią.
W naszej parafialnej i diecezjalnej rzeczywistości coraz częściej słyszymy o zaangażowaniu świeckich w podejmowane działania ewangelizacyjne, a nawet o przejmowaniu przez nich inicjatywy. Dzieje się tak, ponieważ „na mocy otrzymanego chrztu każdy członek Ludu Bożego stał się uczniem-misjonarzem (por. Mt 28,19). Każdy ochrzczony – przypomina Franciszek – niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia wykształcenia w wierze, jest aktywnym podmiotem ewangelizacji i czymś niestosownym byłoby myślenie o schemacie ewangelizacji prowadzonej przez wykwalifikowanych pracowników, podczas gdy reszta wiernego ludu byłaby tylko odbiorcą ich działań. Nowa ewangelizacja powinna pociągać za sobą nowy protagonizm każdego z ochrzczonych. To przekonanie przybiera formę apelu skierowanego do każdego chrześcijanina, by nikt nie wyrzekł się swojego udziału w ewangelizacji. Jeśli ktoś rzeczywiście doświadczył miłości Boga, który go zbawia, nie potrzebuje wiele czasu, by zacząć Go głosić i nie może oczekiwać, aby udzielono mu wielu lekcji lub długich pouczeń. Każdy chrześcijanin jest misjonarzem w takiej mierze, w jakiej spotkał się z miłością Boga w Chrystusie Jezusie” (Evangelii gaudium, 120).
 
 
Dowartościowanie pobożności ludowej
 
W dalszej części omawianego rozdziału, wiele miejsca poświęca Franciszek pobożności ludowej, nazwanej przez Benedykta XVI „cennym skarbem Kościoła katolickiego” (tamże, 123), często niestety niedocenianym, a nawet marginalizowanym. Papież odwołuje się w tej kwestii do bogatych doświadczeń Kościoła w Ameryce Łacińskiej, opisanych szeroko we wspomnianym już dokumencie z Aparecidy z 2007 roku. „Na tym umiłowanym kontynencie – pisze Franciszek – gdzie tak wielu chrześcijan wyraża swą wiarę poprzez pobożność ludową, biskupi nazywają ją również «duchowością ludową» albo «mistyką ludową». Chodzi o prawdziwą «duchowość ucieleśnioną w kulturze ludzi prostych». Nie jest ona pozbawiona treści, lecz je odkrywa i wyraża bardziej za pośrednictwem symboli niż rozumu praktycznego, a w akcie wiary podkreśla bardziej credere in Deum niż credere Deum” (tamże, 124). Pobożność ludowa jest „«uprawnionym sposobem przeżywania wiary, sposobem poczucia się częścią Kościoła i bycia misjonarzami». Niesie ze sobą łaskę misyjności, wyjścia poza siebie i bycia pielgrzymami: «Zmierzanie razem do sanktuariów i uczestnictwo w innych przejawach pobożności ludowej, zabieranie także ze sobą dzieci lub zapraszanie innych osób, jest samo w sobie aktem ewangelizowania». Nie ograniczajmy ani nie żądajmy kontroli tej siły misyjnej!” (tamże) – apeluje papież. „Aby zrozumieć tę rzeczywistość, trzeba do niej podchodzić ze spojrzeniem Dobrego Pasterza, który nie usiłuje sądzić, lecz kochać” (tamże, 125).
Niezwykle ważne wydają się też słowa zamykające ten fragment adhortacji: „W pobożności ludowej, będącej owocem kultury głęboko przemienionej przez Ewangelię, znajduje się siła czynnie ewangelizująca, której nie możemy nie doceniać: byłoby to nieuznawaniem dzieła Ducha Świętego. Jesteśmy raczej wezwani, by do niej zachęcać i umacniać ją przez pogłębianie procesu inkulturacji, stanowiącego rzeczywistość nigdy nie ukończoną. Przejawy pobożności ludowej mogą nas wiele nauczyć, a dla tego, kto potrafi je odczytywać, są miejscem, w którym można znaleźć Boga, na które powinniśmy zwracać uwagę, szczególnie w chwili, gdy myślimy o nowej ewangelizacji” (tamże, 126).
 
 
Osobisty dialog
 
Kontynuując rozważania na temat ewangelizacji i przepowiadania, Franciszek przypomina rzecz, o której zapomina niestety wielu współczesnych kaznodziejów i ewangelizatorów. „W tym przepowiadaniu, zawsze pełnym szacunku i uprzejmym, pierwszym krokiem jest dialog osobisty, w którym druga osoba się wypowiada i dzieli swoimi radościami, nadziejami, troską o najbliższych i tyloma innymi sprawami leżącymi jej na sercu. Dopiero po takiej rozmowie możliwe jest przedstawienie słowa, w formie lektury jakiegoś fragmentu Pisma Świętego lub opowiadania, ale zawsze przypominając fundamentalne przesłanie: o osobistej miłości Boga, który stał się człowiekiem, wydał samego siebie za nas, i jako żyjący ofiaruje swoje zbawienie i swoją przyjaźń” (tamże, 128).
Przedstawianie słowa Bożego musi dokonywać się „w postawie pokornej” (tamże). Ci, którzy przepowiadają słowo Boże i głoszą miłość Boga nie mogą zapomnieć, że dając świadectwo zawsze pozostają ludźmi, którzy muszą się uczyć, a głoszone przez nich bogate i głębokie orędzie zawsze ich przerasta.
Papież pragnie zwrócić też naszą uwagę na różnorodność charyzmatów, którymi Duch Święty ubogaca cały Kościół. Jasnym znakiem autentyczności charyzmatów jest ich eklezjalność i zdolność do harmonijnego włączenia się w życie świętego Ludu Bożego dla dobra wszystkich (por. tamże, 130).
Zdarza się jednak, że „różnice między osobami i wspólnotami są dokuczliwe” (tamże). Trzeba wtedy pamiętać, że Duch Święty, który budzi tę różnorodność, „może ze wszystkiego wyprowadzić dobro i przemienić w ewangelizacyjny dynamizm działający przez przyciąganie” (tamże). To właśnie dzięki Duchowi Świętemu w różnorodności, wielości i wielorakości ludzkich działań może urzeczywistniać się jedność. „Natomiast kiedy to my domagamy się różnorodności i zamykamy się w naszych ciasnych schematach, prowokujemy podział, a z drugiej strony – kiedy to my chcemy budować jedność dzięki naszym ludzkim planom – ostatecznie narzucamy uniformizm, homogenizację. Nie pomaga to misji Kościoła” (tamże) – przypomina papież.
 
 
Przepowiadanie słowa w obrębie liturgii
 
Przejdźmy teraz do kolejnej części trzeciego rozdziału adhortacji, noszącej tytuł „Homilia” (Evangelii gaudium, 135-144). To tutaj znajdziemy najwięcej interesujących nas wskazówek.
Już w pierwszym zdaniu Franciszek przypomina definicję homilii. Pod tym pojęciem należy rozumieć „wszelkie przepowiadanie słowa w obrębie liturgii” (tamże, 135). Rozwijając tę myśl, papież zwraca uwagę na potrzebę odróżnienia homilii od medytacji i katechezy. Franciszek powołuje się tutaj na List Apostolski Jana Pawła II Dies Domini z 1998 roku, w którym czytamy, że „liturgiczne głoszenie słowa Bożego, zwłaszcza w kontekście zgromadzenia eucharystycznego, jest nie tyle okazją do medytacji i katechezy, co raczej dialogiem między Bogiem a Jego ludem: dialog ten ogłasza wspaniałe prawdy o zbawieniu i wciąż na nowo przypomina o zobowiązaniach, jakie wynikają z Przymierza” (tamże, 137).
Franciszek zachęca też do dokonania poważnej oceny homilii przez wszystkich pasterzy i uwzględniania w niej wielu uwag krytycznych, które pojawiają się w odniesieniu do tej ważnej posługi (tamże, 135).
Kolejne zdania nie wymagają komentarza, a jedynie osobistej refleksji, każdego, czytającego te słowa: „Homilia stanowi kryterium oceny bliskości i zdolności spotkania pasterza ze swoim ludem. Wiemy bowiem, że wierni przywiązują do niej wielką wagę. Oni zaś, podobnie jak sami wyświęceni szafarze, wielokrotnie cierpią, jedni słuchając, drudzy głosząc słowo. To smutne, że tak jest. Homilia może być rzeczywiście intensywnym i szczęśliwym doświadczeniem Ducha, pokrzepiającym spotkaniem ze Słowem, stałym źródłem odnowy i wzrastania” (tamże, 135).
Świadomość niedostatków naszego przepowiadania, ani też wielość krytycznych uwag, które docierają pod naszym adresem z wielu stron, nie powinny osłabiać naszego ewangelizacyjnego zapału. Trzeba odnowić naszą ufność w przepowiadanie słowa – apeluje Franciszek. Musimy pamiętać, że to „Bóg pragnie dotrzeć do innych przez kaznodzieję i że to On rozciąga swą władzę dzięki ludzkiemu słowu” (tamże, 136). To Bóg działa przez nas, jeśli jesteśmy otwarci na Jego działanie.
Znacząca rola, jaką odgrywa homilia w przepowiadaniu wynika z docenienia jej eucharystycznego kontekstu, który sprawia, że „przewyższa ona jakąkolwiek katechezę, stanowiąc najwznioślejszy moment dialogu Boga ze swoim ludem, poprzedzający sakramentalną komunię. Homilia jest podjęciem już podjętego dialogu Pana ze swoim ludem. Ten, który głosi, powinien rozpoznać serce swojej wspólnoty, by szukać, gdzie jest żywe i żarliwe pragnienie Boga, a także, gdzie ten dialog, który naznaczony był miłością, został przytłumiony lub nie mógł wydać owoców” (tamże, 137) – to kolejne temat do osobistej refleksji każdego, kto uczestniczy w przepowiadaniu słowa Bożego lub przygotowuje się do niego.
 
 
Spektakl rozrywkowy czy dialog matki z dzieckiem?
 
Wspomniany wyżej kontekst liturgiczny (przepowiadanie słowa w ramach celebracji liturgicznej) określa – zdaniem papieża Franciszka – kolejne elementy należące do istoty homilii. Nie może być ona „spektaklem rozrywkowym, nie kieruje się też logiką przekazów medialnych, ale powinna wzbudzić zapał i nadać sens celebracji” (tamże, 138). Umieszczenie homilii w ramach celebracji liturgicznej sprawia, że „powinna być krótka i powinna unikać sprawiania wrażenia, że jest jakąś konferencją lub lekcją” (tamże). Przedłużania homilii nie usprawiedliwiają nawet niezwykłe zdolności głoszącego słowo Boże. „Kaznodzieja może być zdolny do utrzymania żywego zainteresowania ludzi przez godzinę, ale wtedy jego słowo staje się ważniejsze od celebracji wiary. Jeśli homilia zbytnio się przedłuża, niszczy dwie charakterystyczne cechy celebracji liturgicznej: harmonię między jej częściami oraz jej rytm (…). Ten sam kontekst domaga się, aby przepowiadanie ukierunkowało zgromadzenie, a także kaznodzieję, ku komunii z Chrystusem w Eucharystii przemieniającej życie. Wymaga to, aby słowo kaznodziei nie zajmowało nadmiernego czasu, aby Pan błyszczał bardziej niż szafarz” (tamże). Iluż to niestety mamy wokół szafarzy, którzy za wszelką cenę chcą błyszczeć bardziej od Pana?
Homilia jest częścią celebracji liturgicznej, a tym samym częścią przepowiadania „Kościoła, który jest matką i głosi słowo ludowi jak matka, która mówi do swego dziecka, wiedząc że dziecko ufa, że wszystko, o czym jest pouczane, służy jego dobru, ponieważ wie, że jest kochane” (tamże, 139). Takie rozumienie przepowiadania musi prowadzić nieuchronnie do „ożywienia dialogu Pana ze swoim ludem, któremu należy sprzyjać i pogłębiać go przez serdeczną bliskość kaznodziei, ciepło tonu jego głosu, spokojny styl jego zdań, radość jego gestów. Również w przypadkach, w których homilia staje się trochę nudna, jeśli czuje się tego ducha macierzyńsko-kościelnego, będzie ona owocna, podobnie jak nudne rady matki przynoszą z czasem owoce w sercach dzieci” (tamże, 140). A skoro „Pan cieszy się naprawdę z dialogu ze swym ludem”, to i „kaznodzieja powinien dać odczuć słuchaczom tę rozkosz Pana” (tamże, 141).
 
 
Komunikacja między sercami
 
Jeśli chcemy widzieć homilię, jako jeden z elementów dialogu, który Pan prowadzi ze swoim ludem, nie możemy zapomnieć, że dialog ten to coś więcej, niż przekazywanie prawdy. Realizuje się on „dzięki przyjemności rozmawiania i dzięki konkretnemu dobru przekazywanemu między tymi, którzy się kochają za pośrednictwem słów. Jest dobrem, które nie polega na rzeczach, ale istnieje w samych osobach dających się nawzajem w dialogu” (tamże, 142). Trzeba więc unikać – zachęca Franciszek – przepowiadania czysto moralizującego lub indoktrynującego, jak również i tego, które przemienia się w lekcję egzegezy, ponieważ pomniejsza ono komunikację między sercami. „W homilii prawda idzie w parze z pięknem i dobrem. Nie chodzi o abstrakcyjne prawdy lub zimne sylogizmy, ponieważ przekazuje się także piękno obrazów, jakimi posługiwał się Pan, by pobudzać do praktykowania dobra” (tamże).
Jeśli homilia staje się dialogiem Boga ze swoim ludem, „serca wiernych milkną i pozwalają, żeby On mówił” (tamże, 143). Jaka jest zatem rola kaznodziei? Czy jest w tym dialogu miejsce dla niego? Papież tak odpowiada: „Pan i Jego lud na tysiąc sposobów rozmawiają ze sobą bezpośrednio, bez pośredników. Jednakże podczas homilii chcą, by ktoś stał się narzędziem i wyraził uczucia w taki sposób, aby następnie każdy mógł dokonać wyboru, jak kontynuować rozmowę. Słowo jest istotnie pośrednikiem i wymaga nie tylko dwóch prowadzących dialog, ale także kaznodziei, który je przedstawi jako takie, przekonany, że «nie głosimy […] siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas – jako sługi wasze przez Jezusa» (2 Kor 4, 5)” (tamże).
Kończąc ten fragment rozważań poświęcony homilii, papież Franciszek zostawia nam jeszcze jedno trudne a zarazem piękne zadanie, wyrażone w bardzo obrazowy sposób: „Tożsamość chrześcijańska, będąca owym chrzcielnym przytuleniem, które jako dzieciom przekazał nam Ojciec, budzi w nas tęsknotę, jak w marnotrawnych – a umiłowanych w Maryi – synach, za innym uściskiem Ojca miłosiernego oczekującego na nas w chwale. Trudnym, ale pięknym zadaniem głoszącego Ewangelię jest sprawienie, aby nasz lud poczuł się niejako między tymi dwoma przytuleniami” (tamże, 144). Spróbujmy więc, z Bożą pomocą, podjąć się tego trudnego i pięknego zadania.
 
 
Dokończenie omówienia w „Bibliotece Kaznodziejskiej” 3/2014. Osobiste refleksje i spostrzeżenia dotyczące papieskiej adhortacji, jak również propozycje duszpasterskich rozwiązań prosimy przesyłać na adres redakcji.
 
 

 

Dzięki niej „Bibliotekę Kaznodziejską” będziesz otrzymywał regularnie, w specjalnej cenie i z bezpłatną wysyłką! Sprawdź, jakie dodatkowe korzyści przygotowaliśmy dla Prenumeratorów.