Polecamy
Różaniec z Prymasem Tysiąclecia kard. Stefanem Wyszyńskim
ks. Jan Glapiak
KSIĄŻKA
5,00 zł 4,25 zł
Kazania pasyjne

Piłat i ludzkie pragnienie władzy (5)

21/03/21 ks. Artur Filipiak
Jezusa stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zdał mu pytanie: Czy ty jesteś królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Tak, ja nim jestem. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał.
Historia męki Pańskiej opisuje, jak właściwie doszło do tego, że Jezus musiał umrzeć. Wielu ludzi postępuje w czasie procesu i śmierci Jezusa tak, jak ludzie zawsze postępują. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Ale to jest właśnie najbardziej przerażające. Normalne postępowanie ludzi prowadzi Jezusa na krzyż. Także Piłat nie zachowuje się inaczej.
Był on w tym czasie najpotężniejszym człowiekiem w Izraelu. Namiestnikiem cesarza w Jerozolimie. Wiemy o nim co nieco również z rzymskich źródeł. Kiedy w 14 r. n.e. do władzy w Rzymie doszedł Tyberiusz, po szczeblach kariery zaczęli się wspinać także jego poplecznicy. Wśród nich był niejaki Aelius Sejan, bliski zaufany cezara i zadeklarowany wróg Żydów, który postawił sobie za cel wyniszczenie narodu żydowskiego. Dwanaście lat później cesarz wyprowadza się z Rzymu i przekazuje obowiązki związane z administrowaniem państwa w rękach Sejana. Choć oficjalnie Tyberiusz nadal jest władcą, Sejan staje się faktycznie jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie. Jedno z jego pierwszych zarządzeń dotyczy Poncjusza Piłata. Wysyła go jako prokuratora, jako namiestnika do Palestyny. Czy Piłat trafił tam dzięki swym zdolnościom i poglądom, czy też otrzymał to stanowisko ze względu na swą znajomość z Sejanem, tego nie wiemy. To ostatnie wydaje się bardziej prawdopodobne. Piłat bowiem nie był lepszy od Sejana. Trafił do Jerozolimy, bo trzeba tam było człowiek silnej ręki, potrzeba było zabezpieczenia przed możliwością rozruchów podczas obchodu świąt żydowskich. Do Jerozolimy trafiali ci, którzy potrafili zadbać o porządek – często nie licząc się z człowiekiem.
Piłat nie liczył się z Żydami – łamał ich najświętsze zwyczaje, naruszył świątynię poprzez zostawienie w niej tarcz z godłami cesarskimi, próbując zmusić w ten sposób Żydów do oddawania boskiej czci cezarowi. Wciąż na nowo prowokował Izraelitów. Wszelkie protesty tłumił bezwzględnie i okrutnie. Nawet ewangelie wspominają o masakrze galilejskich pielgrzymów w Jerozolimie (por. Łk 13,1). Innym razem starał się położyć rękę na skarbcu świątynnym. Skargi Żydów doszły do uszu cesarza Tyberiusza – Piłat musiał odwołać swoje rozkazy.
Ten obraz Piłata jako zdecydowanego przeciwnika Żydów nie koresponduje z wizerunkiem, który przedstawiają ewangelie. W historii męki Jezusa wydaje się wyjątkowo pobłażliwy. Mówi się czasem, że to dlatego, iż Ewangeliści próbują usprawiedliwić Piłata, by tym bardziej obciążyć z śmierć Jezus przedstawicieli starszyzny żydowskiej. Jest jednak jeszcze inne możliwe wytłumaczenie ostrożności Piłata. Jego sprzymierzeniec i przyjaciel Sejan został mniej więcej w tym samym czasie aresztowany i stracony, ponieważ organizował bunt przeciw cesarzowi. Widocznie władza i pozycja, którą do tej pory osiągnął, mu nie wystarczała – zapragnął jeszcze dla siebie korony cesarskiej. A jednak przegrał i upadł bardzo nisko. A wraz z nim zaczęli tracić na znaczeniu jego sojusznicy. Sprawdzano ich lojalność wobec cesarza. Nagle także Piłat znajduje się w niebezpieczeństwie. Jak zawsze i wszędzie w takich sytuacjach niszczone są akta, świadkowie zostają przekupieni lub zlikwidowani, zakopane zostają stare urazy i poszukuje się nowych przyjaciół. Na ten moment najważniejsze dla Piłata jest utrzymanie spokoju w kraju. Byle nie dawać pretekstu do buntu lub zamieszek. Lepiej postępować przyjaźnie z tym ludem, a przede wszystkim zapewnić sobie przychylność arcykapłanów i starszyzny – może rozgniewany cesarz spojrzy na mnie łaskawiej.
Tak można wytłumaczyć ostrożność najpotężniejszego człowieka Palestyny w czasie procesu Jezusa. Jego taktyka się sprawdza. Pozostaje na stanowisku i wkrótce jest znowu tym samym okrutnym namiestnikiem. Kontynuuje swą bezwzględną politykę jeszcze dwa lub trzy lata, by wreszcie potknąć się ostatecznie o własne nogi i przepaść w mrokach historii.
Ale teraz, w chwili procesu Jezusa, Piłat jest jeszcze ostrożny. Arcykapłani przypominają mu, po jak grząskim gruncie stąpa. Jest uzależniony od przychylności ludu. Piłat był okrutny, ale nie głupi – wiedział, że coś jest nie tak, że żydowska arystokracja próbuje go wciągnąć w swoją grę, wykorzystać jego stanowisko. Pojął w mig, że to arcykapłani chcą się pozbyć Jezusa. Dlaczego? Ponieważ lud kocha Jego, a nie ich. Ponieważ to Jego słucha, nie ich. Ponieważ zagraża spokojowi i porządkowi, gdy przypomina ludziom, jak bardzo cenni są w oczach Boga. Dzięki temu prosty lud zyskuje świadomość i poczucie własnej wartości. A dokładnie tego boją się najbardziej władcy, arystokraci i politycy także w naszych czasach.
Piłat zdaje sobie sprawę, że cała ta kwestia jest w zasadzie czysto wewnętrznym sporem Żydów. Normalnie kazałby Jezusa albo natychmiast stracić – bo cóż znaczy jedno ludzkie życie – albo jeszcze lepiej, kazałby Go natychmiast uwolnić. Wtedy Żydzi kłóciliby się dalej, a on mógłby się tylko śmiać w kułak. Ale teraz, właśnie teraz, nie może sobie na to pozwolić. To nie są normalne czasy. Teraz Piłat potrzebuje spokoju i ładu. Potrzebuje nowych przyjaciół wśród żydowskich arystokratów. A Jezus staje się ofiarą. „Cóż znaczy jeden wędrowny nauczyciel wobec utrzymania władzy. Cóż znaczy jeden niewinny wobec porządku w kraju? Któż ryzykowałby karierę dla jakiegoś śmiesznego świętego?” Jak niewiele różnią się nasze czasy, od tych sprzed dwu tysięcy lat...
Widać więc wyraźnie dlaczego Piłat jest tak ostrożny. Wije się, nie wie jaką podjąć decyzję. Zwleka. A może przeczuwa też, że ten Jezus, który dla niego nic nie znaczy, jest kimś niezwykłym. Może dlatego próbuje uwolnić tego - w końcu niegroźnego - kaznodzieję, tego nieszkodliwego nauczyciela. Stawia więc lud przed wyborem: Jezus czy Barabasz. Ale tłum już nie myśli samodzielnie, nie pamięta dobrodziejstw Jezusa, tylko powtarza to, co mu kazano krzyczeć: Na krzyż z nim. I dziś lud powtarza, co usłyszał w telewizji: Ukrzyżuj Go! Jeśli Go uwolnisz nie jesteś przyjacielem Cezara! To zdanie musiało zabrzmieć straszne w uszach Piłata. I ustępuje pod presją tłumu. Umywa ręce na znak niewinności. Nie znalazłem w nim żadnej winy. To wasza rzecz. „Zabijcie Go, jeśli tak bardzo wam na tym zależy”.
A Jezus?
Milczy, nie broni się. Tylko jeden jedyny raz odpowiada na pytanie Piłata: Czy ty jesteś królem żydowskim? A Jezus odpowiada: Tak, jestem królem. Myślę, że Piłat musiał być zdumiony tą odpowiedzią. Ten tutaj – królem?! Ten tutaj władcą, który wydaje rozkazy?! Gdzie są jego żołnierze, jego ministrowie, jego urzędnicy? On królem? Cóż za bzdura?! Kto tu ma władzę? Kto tu stoi wolny i bez kajdan, a kto w kajdanach?
Dlatego Jezus uzupełnia: Jestem królem, ale królestwo moje nie jest z tego świata. Ja się na to narodziłem i przyszedłem na świat , aby dać świadectwo prawdzie. Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda?
Można to pytanie rozumieć bardzo różnie i w zależności od tego wyrobić sobie różne, czasem sprzeczne opinie o Piłacie. Można to rozumieć jako pytanie pełne sceptycyzmu: „Czymże jest prawda? Jak ją rozpoznam? Czy można w ogóle poznać prawdę?” W takim wypadku Piłat jawi się jako intelektualista, filozof poszukujący prawdy.
Ale bardzo prawdopodobne, że pytanie Piłata jest cyniczne, pełne szyderstwa: Piłat nie pyta o prawdę, tylko stawia prawdę pod znakiem zapytania. Dla niego nie ma żadnej prawdy, tylko władza. Kto ma władzę ten decyduje, co jest prawdą. „Prawdą jest to, co dla mnie wygodniejsze i korzystniejsze”.
Tutaj ukazuje się różnica między Piłatem a Jezusem. Oczywiście, obaj są królami. Obaj mają władzę. A jednak różnią się fundamentalnie. Bo jedynym narzędziem władzy, które ma Jezus do dyspozycji, jest miłość. Miłość, która wypływa w przekonania, że w tym świecie można pokładać ufność tylko w Bogu. Całe swe życie Jezus oparł na tej miłości i na tej ufności. Próbował przekonać też innych, że warto tak żyć. I dlatego ludzie Go słuchali, szli z Nim, ponieważ czuli się akceptowani. Bo w obecności Jezusa ludzie czuli, że prawdziwe i piękne życie nie zależy od majątku, sukcesu pozycji społecznej lub władzy, którą posiadają. Wręcz przeciwnie, że każdy nawet najmniejszy i najmniej znaczący, należy do Boga i jest przez Niego kochany.
Piłat reprezentuje logikę tego świata, który chce panować przemocą i siłą pięści. Jezus przypomina o potędze miłości. I naprawdę jest królem przez to, że zaangażował się po stronie każdego człowieka. Dzięki temu Jezus został królem ludzkich serc, któremu można zaufać, który akceptuje i kocha, który pokazuje, o co tak naprawdę w życiu chodzi.
Piłat jest przedstawicielem władzy, którą często oglądamy na ekranach naszych telewizorów, a czasem doświadczamy jej też na własnej skórze. Władzy nie liczącej się z ludźmi.
Jezus ucieleśnia miłość. I ukazuje w ten sposób jedyną szansę, jak możemy w tym świecie żyć naprawdę po ludzku: zaufać Bogu i kochać ludzi tak, jak Jezus nam to pokazał.
Jezu, od okrutnych oprawców na sąd Piłata jak zbójca szarpany, Jezu mój kochany!
 
Dzięki niej „Bibliotekę Kaznodziejską” będziesz otrzymywał regularnie, w specjalnej cenie i z bezpłatną wysyłką! Sprawdź, jakie dodatkowe korzyści przygotowaliśmy dla Prenumeratorów.